EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z rowerzystami

Od momentu, kiedy pierwszy raz spróbowałam posłużyć się internetem w poszukiwaniu cmentarzy ewangelickich widziałam, że bezcennym źródłem informacji są... rowerzyści. Dziś kilkoro z nich spróbuję namówić na rozmowę o ich pasji.

Na samym początku był blog „Mr SCOTT jedzie do...(-” Guglowanie hasła „cmentarze ewangelickie w Łódzkiem” zaprowadziło mnie do takiego właśnie miejsca. Wycieczka nr 102 odbyła się co prawda w 2012 roku, ale zakładałam, że „Muzeum w przestrzeni...” zostało. Dzięki blogowi zrobiłam jeden ze swoich pierwszych materiałów, a w tyle głowy pozostało przeświadczenie, że rowerzyści mogą być świetnym źródłem informacji. Wśród osób „lajkujących” mojego posta z 26.09.17 pojawiło się nowe nazwisko. A na profilu tej osoby przeczytałam „Redaktor Naczelny w: Mr SCOTT jedzie do (-: (http://panaszonik.blogspot.com/)”. Skoro piszę o rowerzystach i cmentarzach, nie sposób było pominąć takiej okazji!

Panie Tadeuszu, jeśli to nie tajemnica, to kto kryje się za Mr Scottem?

T.N. Żadna tajemnica ! Nie ukrywam swoich danych w internecie i wszystkie moje profile na portalach społecznościowych mają status publiczny. Każdy więc może zobaczyć, "co to za cudak" z tego MisterSkota.

Jak wspomniałam we wstępie wycieczka nr 102 miała miejsce w 2012 roku. To szmat czasu! Kiedy odbyła się ta pierwsza?

T.N. Wszystko zaczęło się w 2005 r., kiedy kupiłem sobie rower trekkingowy. Najpierw wyjeżdżałem na wycieczki w wolnym czasie, głównie w weekendy. Przez 5 lat jeździłem tylko rekreacyjnie. Na poważnie zaczęło się robić w 2011 r. Pomyślałem, że założę blog, na którym będę pokazywał swoją pasję. Początki były trudne, sprawy związane z publikowaniem zajmowały dużo czasu. W ciągu kolejnych miesięcy wymyśliłem sobie cel - objechać rowerem całe województwo! Od 2011 r. uzbierało się już 575 niepowtarzających się tras rowerowych. Według moich wyliczeń realizacja celu powinna mi zająć jeszcze ok. 4 lat. W promieniu 200 km od Łodzi byłem już prawie wszędzie. Do objechania zostało mi przede wszystkim południe regionu.

Czy tematyka cmentarzy ewangelickich pojawia się zupełnie przypadkowo?

T.N. Tematyka cmentarzy pojawiła się niejako samoczynnie. Założenie mojej działalności jest bowiem bardzo proste: jadę na wycieczkę do... , czyli do jakiegoś wcześniej obranego celu i co ciekawego napotkam na swojej drodze, fotografuję i staram się o tym opowiedzieć czytelnikom.

Czy ma pan zgromadzone w jakimś dostępnym miejscu zrobione przez siebie zdjęcia? Oczywiście pytam o dokumentację odwiedzanych przez pana cmentarzy.

T.N. Archiwum zdjęć z każdej wycieczki, znajduje się w linkach publikowanych na blogu - zawsze pod opisem trasy wycieczki. Do katalogowania zdjęć używam narzędzi oferowanych przez Google. Wszystkie albumy z moich wycieczek są ogólnie dostępne.

Czy poza dokumentowaniem stanu aktualnego zajmuje się pan w jakiś inny sposób ratowaniem pamięci o znikających śladach osadników niemieckich?

T.N. Nie mam innych sposobów ratowania pamięci o znikających śladach osadników niemieckich. Po prostu fotografuję stare nagrobki i pomniki, bo cmentarze są kroniką dziejów danego miejsca i kopalnią wiadomości na temat ludzi, którzy tworzyli jego historię.

Podsumowując naszą rozmowę: namawiam Czytelników do śledzenia Mr SCOTTA – jeszcze wiele cmentarzy nam pokaże! Nie mówiąc o tym, że przy tej okazji poznacie niepowtarzalne zakątki ziemi łódzkiej i być może ruszycie Jego śladem.

Wiele miesięcy później, przez Facebooka trafiła „do mnie” pani Ania Robak z Łasku, również rowerzystka.

Pani Aniu, od kiedy jeździ pani na rowerze?

A.R. Od kiedy sięgam pamięcią. Jeździłam rowerem jako paroletnia dziewczynka - bardzo dobrze pamiętam trójkołową Agatkę czy swojego pierwszego składaka - pomarańczowe cacko. Jako dziecko nie byłam jednak zbyt aktywna, rower służył mi jako środek transportu do koleżanek. Trochę się zmieniło, kiedy byłam nastolatką: wtedy rower służył do wspólnych wycieczek z chłopakiem czy paczką przyjaciół. Potem poszedł w odstawkę, było przecież auto. Ponownie się w nim zakochałam około 4 lat temu. Miał posłużyć jako narzędzie do wypracowania wymarzonej sylwetki i nabrania kondycji. Początkowo to były tylko treningi. Stopniowo dodawałam coraz więcej kilometrów, jeździłam dalej i szybciej. Jednak mało było w tym frajdy. Preferowałam drogi asfaltowe, gnałam przed siebie i tylko niekiedy stawałam, aby się napić czy czemuś ciekawemu przyjrzeć. Stopniowo zaczęłam zmieniać preferencje, doszły drogi szutrowe, leśne dukty, polne dróżki. A co za tym idzie, jeździło się wolniej, aczkolwiek wcale nie łatwiej. Doszły też bodźce wzrokowe, bo ile na tych łąkach i w lasach kapliczek, ile opuszczonych domostw...

Kiedy do tej pasji włączyła pani cmentarze?

A.R. Cmentarze interesowały mnie od dawna (od dziecka mam swój ulubiony cmentarz w Jeziercach w Lubuskiem). One i wszelkie ciekawe miejsca: bunkry, kapliczki, opuszczone domy, miejsca z historią i trochę zagadkowe. Mam dobrego kolegę, który trochę mnie zaraził tymi tematami. Często zabierał mnie, mojego męża i znajomych w ciekawe miejsca w okolicy - zwiedzaliśmy bunkry, linię frontu, szukaliśmy gdzie spadały samoloty w czasie wojny, szukaliśmy grobów żołnierzy, podziwialiśmy dworki... No i dzięki niemu poznałam okoliczne cmentarze ewangelickie - chociażby jeden z ulubionych, w Rokitnicy. On oprócz tych miejsc znał też niezmiernie ciekawe historie o nich, sporo czytał. Stopniowo zaczęłam się wciągać coraz bardziej, otwierać oczy - miejsca, które znałam od zawsze zaczęłam postrzegać inaczej. Kumulacją było wygranie mapy turystycznej w konkursie o zabytkach województwa łódzkiego na Facebook'u. Są na niej właśnie m.in. zaznaczone cmentarze ewangelickie. Oprócz tych które znałam dość dobrze, mapa nakreśliła mi inne, dalej położone, ale nie na tyle, aby ich nie zdobyć rowerem czy samochodem. Jak już mówiłam, od dłuższego czasu jeżdżę rowerem świadomiej, to dla mnie trening, ale również możliwość zwiedzania. Dzięki tej mapie zaczęła się zabawa, która przyniosła niedowierzanie. Bo tak oto na trasie, którą pokonywałam chyba z kilkadziesiąt razy, pojawia mi się cmentarz ewangelicki. Jechałam rowerem obok niego mnóstwo razy. Patrzyłam w asfalt, a wystarczyło odwrócić głowę i zerknąć na zadrzewiony teren pośrodku pola. Oczywiście taka jazda rowerem ma swoje minusy - mąż czy znajomi muszą niekiedy sporo się naczekać, podczas gdy ja staję co chwila, bo zobaczę krzyż czy opuszczoną chatę i koniecznie chcę się przyjrzeć lub zrobić zdjęcie. Ale na szczęście są wyrozumiali. Przyzwyczaili się, że każda podróż, rowerem czy autem, krótka czy długa, wiąże się z tym, że mogę krzyknąć: "Stajemy, chcę to zobaczyć/tu wjechać" lub "Jedźcie, dogonię Was".

Dlaczego zwróciła pani uwagę właśnie na te miejsca?

A.R. Coś mnie przyciąga na cmentarze, do starych chat, opuszczonych miejsc. Trudno powiedzieć, trudno to opisać. Inni nazywają to hobby. Jednak głupio to brzmi, jeśli się mówi: "Lubię cmentarze". Bo lubię. Nie boję się na nie chodzić, czy to na te współczesne, czy na nieczynne: żydowskie, ewangelickie, wojenne. Im bardziej zaniedbany, zapomniany, tym bardziej mi bliski. Na ile mi czas pozwala (a wolnego mam naprawdę niewiele) odwiedzam ulubione cmentarze, ale i staram się poznawać nowe. Chodzę, czytam (na ile potrafię), robię zdjęcia, czasem coś przegarnę z mchu czy liści. Najchętniej uporządkowałabym je wszystkie. Czuję jakąś taką wewnętrzną potrzebę. Ale czy wtedy byłyby tak mistyczne? Mimo wszystko mam marzenie, aby zainicjować lub przyłączyć się do akcji sprzątania cmentarza ewangelickiego, który jest bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania. Zobaczymy.

Wzięła pani udział w rajdzie rowerowym szlakiem Bitwy Łódzkiej. Szukała pani takiej trasy, czy to raczej przypadek?

A.R. Staram się być na bieżąco z wycieczkami/rajdami jakie są organizowane w mojej okolicy. Więc kiedy zobaczyłam, że organizowany jest Rajd Śladami Operacji Łódzkiej, nie wahałam się. Rower i cmentarze to jest to. Mimo że znałam te miejsca (Wymysłów i Wysieradz), to miło słuchało się pana przewodnika. Dawało to trochę inny obraz, niż ten jaki sama sobie nakreśliłam samotnie odwiedzając te miejsca. Natomiast kurhany pod Zalewem były dla mnie nowością. Ciekawa wycieczka, więc w tym roku także wezmę w niej udział, tym bardziej, że zmieniono i urozmaicono trasę.

Czy to pani założyła grupę „Opuszczone i zapomniane miejsca w Łasku i okolicach” na fb?

A.R. Nie założyłam tej grupy, ale stałam się jej członkiem. I przez moje dość mocne zaangażowanie i udzielanie się w niej, mianowano mnie administratorem, I teraz w sumie nadal jestem jedną z mocniej udzielających się tam osób. Ale osób w grupie przybywa, przybywa więc też ciekawych postów, zdjęć, historii.

Próbowała pani zainicjować współpracę grupy z portalem „Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego”. Co z tego wynikło?

A.R. Napisałam na grupie "Opuszczone...", że istnieje taka strona jak "Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego", zachęciłam do polubienia strony i jej śledzenia. Sama jestem tam częstym gościem już od dawna, czytam o cmentarzach, lokalizuję je, oglądam miejsca i staram się odwiedzić.

W jaki sposób poszukuje pani nowych miejsc, które chce pani odwiedzić?

A.R. Jak już wspomniałam: Państwa strona, wygrana mapa, historie znajomych, książki i internet. Oraz oczy dookoła głowy i ćwiczenie spostrzegawczości. Wystarczy tylko lub aż tyle, by znaleźć się w ciekawych, magicznych miejscach. Jestem wzrokowcem i często fotografie czy jakieś ryciny zapalają mi w głowie lampkę i rodzi się wtedy myśl: muszę tam pojechać i zobaczyć na własne oczy. Wtedy nie ma zmiłuj. Tak sobie to zapiszę w głowie, że prędzej czy później się tam znajdę, sama lub z rodziną z lekko skrzywionymi minami.

Czy ma pani jakiś inny, poza dokumentowaniem, cel swoich podróży na cmentarze?

A.R. Moim głównym celem nie jest dokumentowanie, zdjęcia robię, bo to lubię, zamieszczam je potem na Facebooku w nadziei , że kogoś zainteresuje dane miejsce, że znajdę kogoś o podobnych zainteresowaniach, że w przyszłości razem coś zrobimy dla tego miejsca. Czysta amatorszczyzna. Głównym powodem odwiedzania takich miejsc jest jakaś wewnętrzna potrzeba, chęć zwiedzania, pojeżdżenia na rowerze i treningu, wyciszenia się. Trochę w tym więc egoizmu, ale chyba zdaje się zdrowego.

Pani Aniu, mam nadzieję, że swoją pasją zarazi Pani wiele osób, a dzięki temu spełni się marzenie o porządkowaniu cmentarza. Dziś zapraszam naszych czytelników do śledzenia Pani albumu facebook, w którym wciąż pojawiają się aktualne zdjęcia z Pani „cmentarnych” wycieczek.

Kolejnym moim rozmówcą jest inny członek grupy „Opuszczone i zapomniane miejsca w Łasku i okolicach”, pan Michał Bajer.

Panie Michale, to pan zainteresował mnie cmentarzem w Rydzynach... To pana pierwsze odkrycie?

M.B. To była moja pierwsza wizyta na tym cmentarzu. Od dawno planowałem go odwiedzić i tak się złożyło, że pogoda dopisała i czas się znalazł. Właściwie od kilku lat odwiedzam miejsca zapomniane, w tym cmentarze zarówno ewangelickie, jak i wojenne.

W poście dotyczącym tego cmentarza wspominał pan, że rozmawiał pan z kimś o cmentarzu.

M.B. Podczas moich eskapad dopytuję się spotkanych osób o miejsca i historie związane z ich miejscem zamieszkania. Z tego co pamiętam, miałem zapytać o historię cmentarza w pobliskim sklepie, niestety nie miałem okazji odwiedzić Rydzyn kolejny raz.

Ostatnio odwiedził pan cmentarz w Kudrowicach.

M.B. Tak. Ten cmentarz nie dawał mi spokoju od dawna. Chciałem potwierdzić, że są na nim pochowani żołnierze polegli w Operacji Łódzkiej z 1914 roku. Niestety stan cmentarza jest tragiczny, natrafiłem jedynie na resztki nagrobków ewangelickich.

W jaki sposób poszukuje pan nowych miejsc, które chce pan odwiedzić?

M.B. Bazuję na starych mapach dostępnych w internecie, wyszukuję charakterystyczne miejsca i weryfikuję ich istnienie w terenie. Czasem zainteresuję się miejscem odwiedzonym wcześniej przez kogoś z grupy „Opuszczone i zapomniane miejsca w Łasku i okolicach”.

Czy ma pan jakiś inny, poza dokumentowaniem, cel swoich podróży na cmentarze?

M.B. Moje podróże wynikają z zamiłowania do historii okolic Pabianic. Cmentarze są najbardziej namacalnym świadectwem minionych lat, pokazują, że naszymi sąsiadami byli również Niemcy i Żydzi. Chciałbym, żeby przetrwały w krajobrazie i świadomości mieszkańców. Ostatnio w Pabianicach zawiązało się Towarzystwo Miłośników Dziejów Pabianic (https://www.facebook.com/TMDPab/), do którego należę. Po wstępnych ustaleniach chcemy objąć opieką jeden, może więcej cmentarzy. Z pewnością będziemy chcieli też wykonać tablice informacyjne dotyczące poszczególnych cmentarzy w miejscach ich lokalizacji.

Informacja o Towarzystwie Miłośników Dziejów Pabianic to coś niezwykłego! W wywiadzie, którego udzielił mi pan Marcin Wieczorek z UG Pabianice usłyszałam, że miłośnicy historii Pabianic pracujący w urzędzie gminy mają podobne do waszych plany. Czyżby Pabianice były tak dużym miastem, że o sobie nawzajem nie wiecie?

M.B. To możliwe, że nie wszyscy pasjonaci historii Pabianic posiadają wiedzę o naszym stowarzyszeniu. Funkcjonujemy od niedawna. Chociaż muszę się pochwalić, że dużym sukcesem była zorganizowana przez TMDP konferencja pt. "Mapy, plany zdjęcia. Pabianice wczoraj i dziś". Serdecznie zapraszamy wszystkich sympatyków historii Pabianic do wstąpienia w nasze szeregi.

Zatem próbujemy powiązać pasjonatów. A czy zna pan innych rowerzystów, którzy dokumentują stare cmentarze?

M.B. Z pewnością do grona osób, które łączą aktywność z odwiedzaniem zapomnianych miejsc, mogę zaliczyć moderatorkę wspomnianej wcześniej grupy łaskiej, Annę. Swoje podróże po okolicach również dokumentuje i dzieli się nimi Marcin, moderator grupy „Stare zdjęcia Pabianic”, oraz prezes TMDP, choć on preferuje przemieszczanie się jednośladem z silnikiem :)

Pani Michale, będę od dziś pilnie wyglądać nowości związanych z działaniem Towarzystwa, licząc na to, że zaopiekujecie się którymś z cmentarzy. Mam również nadzieję na zainteresowanie Waszymi działaniami pasjonatów historii z urzędu gminy Pabianice.

Pani Ania Robak w wywiadzie, którego mi udzieliła wspomniała: „Mam dobrego kolegę, który trochę mnie zaraził tymi tematami. Często zabierał mnie, mojego męża i znajomych w ciekawe miejsca w okolicy - zwiedzaliśmy bunkry, linię frontu, szukaliśmy gdzie spadały samoloty w czasie wojny, szukaliśmy grobów żołnierzy, podziwialiśmy dworki... No i dzięki niemu poznałam okoliczne cmentarze ewangelickie - chociażby jeden z ulubionych, w Rokitnicy. On oprócz tych miejsc znał też niezmiernie ciekawe historie o nich, sporo czytał.” Tym kolegą okazał się być pan Piotr Pawlicki. Teraz przyszła kolej, by jego spytać o cmentarną przygodę...

Panie Piotrze, jak to z cmentarzami bywało?

P.P. Będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej zainteresowałem się czemu na cmentarzu w mojej miejscowości daty na nagrobkach rozpoczynały się od lat 20-30tych XX wieku, chociaż parafia jest o wiele starsza. Odpowiedź znalazłem w krzakach pod murem cmentarnym. Leżały tam piękne bogato zdobione granitowe i marmurowe płyty nagrobne z XVIII i XIX wieku. Okazało się że w czasie II wojny hitlerowcy zrównali z ziemią starą część cmentarza.

Co to za cmentarz? I czemu okupanci go zniszczyli?

P.P. Cmentarz znajduje się w Buczku w powiecie łaskim, a zniszczony został prawdopodobnie ze względu na małą ilość miejsca na nowe pochówki.

Z czego wynikło zainteresowanie takimi miejscami?

P.P. Cmentarze to historia. Każde tragiczne wydarzenie w danej miejscowości ma swoje odzwierciedlenie na cmentarzach. Jeśli jest wiele mogił z tą samą datą śmierci, to wiemy, że właśnie w tym konkretnym dniu coś się wydarzyło.

Ma pan jakieś teorie? Stara się je sprawdzać, badając historię?

P.P. Czasami konkretna powtarzająca się na cmentarzu data jest inspiracją do badań, innym razem dane wydarzenie historyczne przyciąga na cmentarz. Historia i cmentarze to coś, czego się nie da rozdzielić.

Co było pierwsze: rower, czy pasja historyczna?

P.P. Tego nie da się jednoznacznie określić ani rozdzielić, jedno napędzało drugie.

Pana wycieczki można również śledzić na Facebooku?

P.P. Bardzo rzadko.

A czy istnieje miejsce, w którym można zobaczyć pana zdjęcia, robione na cmentarzach?

P.P. Na chwilę obecną nie, ale jest szansa, że to się zmieni.

Czy poza fotograficznym dokumentowaniem cmentarzy robi pan jeszcze coś w kierunku ratowania pamięci o nich?

P.P. Największą moją "zasługą", a zarazem satysfakcją jest, jak to zostało wcześniej określone "zarażenie" Ani Robak tematem cmentarzy i historii regionalnej. Im więcej osób o tym pamięta, tym większa szansa na przetrwanie historii, zdarzeń jak i pamiątek materialnych.

Czy to jedyna „zarażona” przez pana osoba?

P.P. Tego nie wiem, wciąż się staram!

Panie Piotrze, liczę, że zarażonych przez pana, przez Anię i przez innych pasjonatów będzie jak najwięcej. Tej idei staram się służyć rozmawiając o ratowaniu pamięci z każdym, kto czuje podobną do pańskiej potrzebę zadawania pytań o przeszłość. Proszę więc nadal pytać – i zarażać!

Rozmawiało ze mną czworo rowerzystów. Ich rowerowe podróże zaowocowały dokumentowaniem starych cmentarzy. Stali się forpocztą tych, którzy ratują pamięć pracując w odnalezionych miejscach. Jako „zwiadowcy” są bezcenni... Odezwijcie się, kolejni pasjonaci!

Wywiady przeprowadziła Hanna Szurczak, zdjęcia udostępnili rozmówcy.
6.10.2017




Tomasz Szwagrzakkontakt