EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z Maciejem Błachowiczem – historykiem i regionalistą (Kalisz)

Już w styczniu 2018 Michał Wiśniewski podsunął mi kolejny pomysł na wywiad. Długo to trwało, bo najpierw ja się wahałam, potem mój rozmówca był bardzo zajęty, ale wreszcie jest! Wywiad z Maciejem Błachowiczem – historykiem i regionalistą, zakochanym w Kaliszu i ratującym jego cmentarze.

Panie Macieju, jest pan znanym kaliszaninem?

M.B. Obecnie mieszkam w Poznaniu, ale pracuję nadal w Kaliszu, na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Czy jestem znany w Kaliszu? Raczej tak, przynajmniej w niektórych kręgach...

Z pewnością w tych, w których czyta się o historii miasta. Jest pan autorem, bądź współautorem wielu pozycji, żeby wymienić tu m.in.: „Szkatułki czasu: najstarsze kaplice Kalisza”, Kalisz 2007, „Nowy Kaliszanin”, Kalisz 2010, Pałac Chrystowskich w Tłokini Kościelnej, Kalisz 2013. Od 2005 do 2013 roku regularnie publikował pan w „Życiu Kalisza” cykl popularnonaukowy poświęcony historii rodzinnego miasta. Współpracował pan również z „Kalisią Nową” i z Rocznikiem KTPN.

M.B. Tak, sporo się tego zebrało...

Nasza znajomość rozpoczęła się od innej lektury, którą mi pan podesłał. To był artykuł „Kaplica i krypta rodziny Repphanów i Scholtzów na cmentarzu ewangelicko – augsburskim w Kaliszu. Przyczynek do dziejów rodzin.”, który pojawił się w latem 2017 w Zeszytach KTG. Zanim zaczniemy rozmowę o tym artykule, chciałabym spytać najprościej: skąd zainteresowanie tematyką cmentarzy? I od kiedy pan „tak ma”?

M.B. To chyba trzeba mieć w sobie. Coś tak jak Leśmian, który miał jakieś niezwykłe wyczucie historii cmentarnych. Prawdę mówiąc cmentarze zawsze wydawały mi się interesujące...

Zaczęło się poetycko!

M.B. Jako dziecko raz w tygodniu byłem na cmentarzu tynieckim w Kaliszu wraz ze swoją babcią, która opiekowała się grobem córki. Bardzo lubiłem te wspólne wyjścia. To nie był szczególnie piękny cmentarz pod względem sztuki sepulkralnej, ale za to wspaniale położony. Na skarpie z przepięknymi drzewami akacjowymi – wielki park.

Piękne wspomnienie, wiele ważkich emocjonalnie przesłanek do tego, by cmentarz jako miejsce stał się bliski!

M.B. Może? W każdym razie kilka lat temu proboszcz wyciął na tym cmentarzu większość drzew, wygląda to okropnie: olbrzymie blokowisko wdzierających się wszędzie grobów. Zawsze jak to widzę, jest mi straszliwie przykro, właściwie czuję duszący ból i wściekłość. Jak można było zrobić coś tak strasznego?

Trzeba czuć więź, by tak mocno odebrać krok administratora, mający zapewne na celu zrobienie miejsca na nowe pochówki. Jest pan romantykiem?

M.B. Jako dziecko mieszkałem w starej kamienicy, w domu wypełnionym starymi meblami, pamiątkami. To sprzyjało uwierzeniu, że przeszłość jest ciekawsza i lepsza od teraźniejszości. Jest coś takiego, że najsilniej przemawiają do mnie zabytki, które nie są przekonserwowane, nie błyszczą nowością. Taki walor mają właśnie stare cmentarze. Można sobie wyobrazić, że czas się zatrzymał, że jest jakaś tajemnica...

Miejsce tak działa?

M.B. Kiedyś spotkałem na cmentarzu prawosławnym pana Osipowa. To był „biały Rosjanin” czy raczej człowiek, który o sobie mówił, że ani on Polak, ani Rosjanin tylko kaliszanin. Ja byłem może w szóstej klasie, a on miał 89 lat. Urodził się jeszcze pod koniec XIX wieku! Świetnie pamiętał Kalisz sprzed I wojny światowej (miasto zostało wtedy zniszczone) wielką cerkiew, ratusz, teatr. Wkrótce zmarł, ale to jedno spotkanie wywarło na mnie wielkie wrażenie. Więc miejsce i ludzie.

Kalisz ma sporo cmentarzy do pokazania?

M.B. O prawosławnym wspomniałem, jest jeszcze miejski, na którym zafascynowały mnie groby z herbami szlacheckimi, fotografie panów ze śmiesznymi wąsami i pań w koronkach. A potem odkryłem mój ukochany cmentarz ewangelicki.

Za co pan go tak pokochał, co miał szczególnego?

M.B. Dlaczego ewangelicki pokochałem najbardziej? Nie wiem. Może dlatego, że odkryłem go najpóźniej? Był niesamowity: wielkie grobowce, piękne rzeźby, mnóstwo zieleni. On jest tak dziwnie położony, niektórzy nawet nie wiedzą, że istnieje, bo myślą, że to cześć katolickiego. Może też dlatego, że najlepiej go znam. Praktycznie każdy grób. Na prawosławnym znów bywałem rzadko bo cały czas jest zamknięty, katolicki traci swoje piękno w zalewie nowych grobów.

Zatem wróćmy do artykułu, o którym już wspominałam (jego pełna wersja do pobrania jako pdf – tutaj). Zaczyna się tak: „Jedną z najciekawszych pamiątek po rodzinach Repphanów i Scholtzów pozostaje, obok dawnej fabryki sukna, kaplica grobowa na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Kaliszu. W roku 2006 miałem okazję brać udział w oględzinach i uporządkowaniu znajdującej się pod kaplicą krypty.” Z jakiego powodu brał pan udział w oględzinach krypty?

M.B. Ponieważ wokół krypty narosło mnóstwo legend, a w dodatku miało być remontowane ogrodzenie tej kaplicy, poprosiłem pastora o możliwość zejścia i dokonania oględzin. Zgodziły się władze parafii, zgodził się konserwator. Byłem młody, mówiłem chyba językiem moich studentów, jakoś umiałem ich przekonać do tego szaleństwa.

Praca badawcza to szaleństwo?

M.B. Oczywiście, że nie! Szaleńczym krokiem było porządkowanie cmentarza, którym zajęliśmy się po badaniach krypy. Tam okazało się, że w podziemiu po włamaniu z lat 50-tych jest straszny rozgardiasz, wszędzie gruz, jakieś szczątki trumien, kości i wspaniały zespół trumien. W miarę możliwości uporządkowaliśmy to, oddzielając walające się szczątki kostne, jakieś przedmioty, resztki tkanin. To wszystko trzeba było oddzielić od gruzu, ziemi. Przyjęliśmy zasadę, że nie naruszamy spokoju zmarłych, tak wiec nie otwieraliśmy żadnej z zamkniętych trumien... Myślę, że nie wszystko musi zostać wyjaśnione i dzięki temu zostaje jakaś tajemnica i jakieś sacrum. Potem była analiza tego wszystkiego. Ilość zmarłych w rozpadłych trumnach i ich płeć ustaliłem na podstawie szczątków obuwia. Trumny identyfikowałem wg kolejności pogrzebów, czy drobnych szczegółów. Myślę, że dzięki temu dowiedzieliśmy się sporo o najbogatszej rodzinie przemysłowej Kalisza Repphanach i spokrewnionych z nimi Scholtzach.

I w ten sposób powstał artykuł. Jako jedyny efekt waszych badań?

M.B. Można by to lepiej spożytkować bo np. analizie warto by poddać próbki tkanin. Skoro to byli fabrykanci sukna, to na pewno ich ubiory były wykonane z własnych wyrobów. Kilka lat moi studenci i ja pracowaliśmy na całym cmentarzu. Włożyliśmy mnóstwo wysiłku; pracowaliśmy co sobotę, nawet w wakacje. To wszystko była praca całkowicie społeczna - od porządków po tekst.

Nigdy nie próbował pan pozyskać funduszy na dalsze badania?

M.B. Gdybym był bogatym arystokratą, to pewnie nie tylko robiłbym te wszystkie rzeczy za darmo, ale jeszcze łożył swoje pieniądze. Za to kompletnie obce (przynajmniej na razie) są mi rozważania, co z tego będę miał. Mam też pewną wadę - kompletnie nie umiem pozyskiwać na takie działania pieniędzy, ale jak sobie pomyślę o wypełnianiu jakiś tabel, uzasadnieniach, to wolę nie oglądać tych pieniędzy. Najbardziej śmieszy mnie, kiedy pada pytanie o wyniki badań. Gdybym wiedział jakie będą wyniki, to w ogóle bym się za nie zabierał!

Mówiąc o cmentarzu ewangelickim, używa pan czasu przeszłego...

M.B. Prace porządkowe na tym cmentarzu zakończyłem, kiedy odkryłem, że to nic nie daje, że nie ma to żadnego przełożenia. Na cmentarzu było czyściej, ale nadal rozpadał się ze starości. Zacząłem się czuć jak pożyteczny idiota. Poza tym niesłychanie mnie denerwowało, że oczekiwano ode mnie podkreślania, że parafia nic nie może, że nie ma pieniędzy. Miasto to samo. To przerzucanie odpowiedzialności: parafia nie może, miasto nie może! Pozostało coroczne rytualne zbieranie na cmentarze w ramach kwesty. Kwesta jest organizowana przez PTTK przy współpracy miasta. Nie odbywa się jednak na cmentarzu miejskim (katolickim), ale na współczesnym komunalnym. Po kweście jest chwalenie się sukcesem i ogłaszanie, że cmentarze są ratowane. A w ciągu dwóch lat robiony jest jeden pomnik nagrobny! Bardzo trudno to wszystko ocenić, bo to działania społeczne, ale uważam, że służą za listek figowy. Jestem uczulony na fikcję, a jak ktoś twierdzi, że wszystko jest w porządku, to niech idzie na cmentarz ewangelicki lub prawosławny. A potem niech idzie na katolicki, który stracił już większość drzew, a nowych pomników zaczyna być więcej niż starych. Od wielu lat próbowano stosować taką narrację, że z cmentarzami jest wszystko ok, bo mamy kwestę, bo miasto sponsorowało wydanie książki. Potem zawalił się grobowiec Mullerów na cmentarzu ewangelickim, a następnie na tym samym cmentarzu zawalił się mur. To dopiero zmobilizowało parafię do starania się o dotację na jego remont.

Jest pan rozgoryczony... Ma pan pomysł na to, dlaczego tak się dzieje?

M.B. Kogo obwiniam za ten stan? Jeśli nie ma winnych, to winni są wszyscy: parafie, miasto, elity.

Gorzko!

M.B. W efekcie takich przemyśleń moje teraźniejsze relacje z parafiami układają się źle. Kiedy pokazałem na swoim Facebooku (link do profilu Życie i śmierć cmentarzy przy Rogatce w Kaliszu) zdjęcie istniejącego od wielu lat wysypiska śmieci na tyłach nekropolii, otrzymałem SMS od jednego z duchownych, że „on sobie nie życzy, abym przedstawiał parafię w złym świetle, a poza tym śmieci znikną”. Nie zniknęły do tej pory, SMS-a trzymam w pamięci telefonu jako ciekawostkę. Czasem zastanawiam się, czy zrobiłem słusznie. Może trzeba było „działać pozytywnie”...

I jakie są efekty takiego zastanawiania się?

M.B. Szybko zeszłoby na zgniły kompromis.

Zatem kompromisu pan nie zawarł i...

M.B. Teraz prawdę mówiąc odpuściłem cmentarze, choć czasem mam jeszcze zrywy. Ale po tylu nieprzyjemnościach, które mnie spotkały nawet niechętnie na nie zaglądam. Może kiedyś jeszcze znajdę takie siły? Teraz w większym stopniu zajmuję zabytkami miasta i muszę powiedzieć, że na tym polu mam dużo większe sukcesy. Jak to określił mój znajomy, wszędzie widać moje ślady.

To jakie to ślady?

M.B. Na przykład udało mi się przekonać konserwatora do tego, że Kalisz przed wojną był biały i teraz wszystkie odnawiane budynki są w jasnych kolorach. Mam na koncie kilka uratowanych przedwojennych reklam i mnóstwo udanych interwencji. Oczywiście częściej przegrywam, ale na pewno jest to mniej frustrujące.

Kiedyś wróci pan do ratowania cmentarzy?

M.B. Widzę teraz dwie możliwości: albo zacznę wygrywać i miasto zacznie dbać o swoją przeszłość – wtedy wrócę do sprawy cmentarzy, albo wrócę wyłącznie do badań naukowych. Ale wtedy Kaliszem już zajmować się nie będę. Daję sobie dwa lata na takie rozeznanie czy to, co robię, ma jakieś szanse powodzenia.

Ratował pan cmentarz ewangelicki, ale wspominał pan o prawosławnym i katolickim. Interesuje pana ratowanie pamięci bez rozgraniczania na wyznanie.

M.B. To sprawa oczywista! Przecież to część naszego wspólnego dziedzictwa. Kalisz był polskim miastem wielu narodów, kultur, religii. Tego teraz już nie ma, a my jesteśmy spadkobiercami tamtego czasu. Zresztą gdyby nawet była to nie nasza historia, to i tak zasługuje na szacunek i ochronę. Weźmy jakiś niemiecki cmentarz na Ziemiach Zachodnich – teraz to my jesteśmy spadkobiercami tamtej historii, ona jest też naszą historią i dlatego ten cmentarz powinien być zadbany. Myślę, że takie podejście jest miarą kultury i szlachetności danego narodu. Nawet jeśli inni byli lub są wobec nas nieszlachetni. Nie ma sensu ukrywać, że Wrocław nazywał się kiedyś Breslau, a Szczecin - Sttetin. Nie znaczy to, że należy tworzyć jakieś idylliczne wizje przeszłości. Historia nie jest prosta. Mam wrażenie, że od niedawna znowu zaczęły wypełzać wszystkie potwory...

Czy jest pan osobą, która pierwsza zastanowiła się nad losem cmentarza?

M.B. Nie, nie jestem pierwszy. Na pewno wielkie zasługi w mówieniu o losie cmentarzy kaliskich ma Judyta Dymkowska (historyk sztuki) i dziennikarka (Bożena Szal -Truszkowska). Również moja koleżanka, Anna Tabaka. Mówię tu o osobach, które głośno mówiły, że dzieje się źle. Poza tym mamy bardzo dobrą książkę Stanisława Małyszki o historii cmentarzy, choć mało w niej o tym, że giną na naszych oczach. Ja może powiedziałem o tym wszystkim najdobitniej, najgłośniej, bez dyplomacji. Zwróciłem się do decydentów: twierdzicie, że tak wam zależy na losie cmentarzy, że tak się staracie? To proszę, zapraszam na spacer i zobaczymy jak te cmentarze wyglądają. One pokazują wasze starania.

Działa pan w Kaliszu od wielu lat. Czy ten czas, poza rozgoryczeniem, przyniósł jakieś zmiany?

M.B. Coś się zmieniło. Na samym początku wydawało mi się, że to chyba oczywiste, że teraz będzie wszystkim zależeć, że siądziemy do stołu i dogadamy się. Byłem bardzo naiwny. Ale podobną naiwnością wykazał się autor wystawy „Macewy naszego codziennego użytku”. Kiedy zobaczył te wszystkie nagrobki, wykorzystane przy budowie dróg, rabatek, chodników, jako kamienie młyńskie, to wydawało mu się, że na początku XXI wieku jesteśmy na tyle cywilizowani, że będziemy chcieli przywrócić je na cmentarze, potraktować w godny sposób. Kiedy pisał o swoim rozczarowaniu, to tak, jakby ktoś pisał o mnie. Na razie czuję wręcz niechęć do zaglądania na te cmentarze, to nie tylko smak porażki, ale również to, że przypominają mi się te wszystkie przykre rzecz, które usłyszałem na swój temat w guście „nie życzę sobie”… Już jako człowiek świadomy, zawodowo parający się historią Kalisza, nie potrafiłem i nie potrafię nadal zrozumieć, jak można dopuszczać do tego, aby ta potężna część naszej historii miała ulec zagładzie. Nie potrafię zrozumieć, jak można mówić o patriotyzmie, a jednocześnie z taką barbarzyńską obojętnością niszczyć zabytki, wycinać drzewa, dewastować przyrodę. Nie oskarżam tu tylko Kalisza – tak jest w całej Polsce, gdzie garstka szlachetnych walczy z tym barbarzyństwem. Nigdy tego nie zrozumiem i chyba nigdy się z tym nie pogodzę. Moja fascynacja cmentarzami, czy zabytkami to też poszukiwanie niezwykłości w naszym stechnicyzowanym świecie. A cmentarza, jakbyśmy chcieli, nie da się oswoić, zawsze pozostanie miejscem tajemniczym, dwuznacznym – za dnia miejscem pamięci, w nocy miejscem pełnym grozy.

Czy jest coś, czego mogłabym panu życzyć?

M.B. Mam marzenie, że mój Kalisz będzie po prostu piękny. Również jego cmentarze. Że przyjdę, a tam wspaniale zadbany ogród z pięknymi pomnikami po najlepszej konserwacji. Że zobaczę spacerujących tam ludzi, odpoczywających w zadumie i szacunku do przemijania...

Serdecznie dziękuje za poświęcony mi czas.

05.08.18
Wywiad przeprowadziła: Hanna Szurczak, zdjęcia: Maciej Błachowicz




Tomasz Szwagrzakkontakt