EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z Sylwią Borowską, społeczniczką z Labuszewa, wsi położonej w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie olsztyńskim, w gminie Biskupiec

Nasz profil na facebooku sprawia, że nie tylko więcej osób czyta, ale też więcej osób pisze. 4 listopada, pod postem o pracy młodzieży na cmentarzu w Ostrówku, pojawił się wpis: „Mimo, że to nie moje województwo, gratuluję! Świetna inicjatywa, brawa dla uczniów. U nas też trochę się zadziało. Mamy w swojej wsi mały cmentarz ewangelicki, ale tutejsi mieszkańcy nie chcą udzielać pomocy. Pozostaje tylko samemu ogarnąć cmentarz raz na rok. I tak robimy już od pięciu lat”. Wpis mnie zainteresował, bo świadczył o pracy społeczników. Osoba, która go zrobiła, zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań. Zapraszam do poznania pani Sylwii Borowskiej.

Pani Sylwio, z wpisu wiadomo jedynie tyle, że nie mieszka Pani w województwie łódzkim.

S.B. Mieszkam w małej miejscowości Labuszewo (dawniej Haasenberg) na Warmii i Mazurach.

Jest Pani rodowitą mieszkanką?

S.B. Do Labuszewa wprowadziliśmy się z mężem w 2011 roku.

A wcześniej? Gdzie państwo mieszkali?

S.B. Wcześniej mieszkaliśmy w Biskupcu, wynajmowaliśmy tam stancję.

Czemu przeprowadziliście się w to miejsce?

S.B. Do Labuszewa przeprowadziliśmy się, gdy mąż odziedziczył dom po swoim chrzestnym. Jego żona jest córką Leydinga.

Kto to jest?

S.B. Gustav Leyding był polskim działaczem ludowym na Mazurach.  Był współzałożycielem Mazurskiej Partii Ludowej, do 1907 zasiadał we władzach tej partii. W 1910 założył Bank Ludowy z siedzibą w Szczytnie.

Dusza domu zaważyła na waszych dalszych losach?

S.B. Chyba tak. Okazało się, że Gustav pochowany jest na cmentarzu w Labuszewie. Poczuliśmy z mężem potrzebę odwiedzenia jego grobu i w 2012 roku udaliśmy się z całą naszą rodziną na cmentarz.

Duża rodzina?

S.B. Całkiem spora! Mamy czwórkę dzieci:)

To chyba nie bardzo ma pani czas na działalność społeczną?

S.B. Obecnie nie pracuję z powodu swej choroby, która dopadła mnie trzy lata temu.

Choroba? Duża rodzina? Gdzie czas i siły?!

S.B.Jakoś tak mam od dziecka, że zawsze zajmowałam się grobami. Po szkole, gdy czekało się dość długo na autokar, to szłam z koleżankami i zawsze znalazł się jakiś grób do sprzątnięcia. Czas zawsze się znajdzie, tylko trzeba chcieć. Ja bardzo chcę. Wtedy nawet zapominam o swojej chorobie.

Wracając do cmentarza: odbyliście rodzinną wycieczkę...

S.B. To, co zobaczyliśmy, nie przypominało nam cmentarza. Nic tam nie było widać poza bujną roślinnością. Przeszliśmy jednak w tym gąszczu kawałek po kawałku i zaczęliśmy natrafiać na nagrobki. Właśnie wtedy zrodziła mi się w głowie myśl, że skoro już tu mieszkamy i to w domu, w którym mieszkał Leyding, to powinniśmy działać.

To z chęci zadbania o jego grób, czy z poczucia, że macie w sobie jego potrzebę bycia działaczami społecznymi?

S.B.Myślę, że po trochu z obu tych powodów.

Co się wydarzyło potem? Zapał was nie opuścił?

S.B. Nie! Na drugi dzień z dziećmi i mężem, wyposażeni w sprzęt, udaliśmy się ponownie na cmentarz w celu uprzątnięcia i wykoszenia tego, co zbędne. Później stopniowo zaczęliśmy oczyszczać nagrobki z mchu itd. Efekt zaskoczył nas samych.

Co zobaczyliście?

S.B. Zobaczyliśmy nagrobki, sporo nagrobków. Nawet nie byliśmy świadomi, że jest ich tyle.

To było w 2012 roku. Co z cmentarzem działo się i dzieje do dziś?

S.B. Jak co roku odwiedzamy cmentarz. Staramy się dbać o to, co zaczęliśmy robić i będziemy starać się dalej.

Czy poszukiwała pani wsparcia dla waszych działań wśród znajomych, mieszkańców lub we władzach lokalnych?

S.B. Przyznam szczerze, że ciężko tu prosić mieszkańców o jakąkolwiek pomoc. Chociaż muszę wspomnieć sąsiadkę, panią Agnieszkę, która wraz z synem w tamtym roku bardzo nam pomogła w uprzątnięciu grobów. Nie ukrywam, że fajnie byłoby, gdyby było nas więcej.

I tylko ten jeden raz otrzymała Pani pomoc w swoich działaniach? A sołtys lub wójt? Proboszcz parafii katolickiej?

S.B. Właściwie nie prosiliśmy o pomoc sołtysa. Tylko raz odkąd zajmujemy się cmentarzem prosiłam o wsparcie poprzez ogłoszenie na Fb. Wtedy jako jedyna do pomocy zaoferowała się właśnie pani Agnieszka.

Czy zetknęła się Pani z instytucjami, które zajmują się takimi działaniami? Myślę o fundacjach lub stowarzyszeniach.

S.B. Prości z nas ludzie więc sami ze wszystkim dajemy sobie radę i nie szukaliśmy pomocy w fundacjach i innych instytucjach do tego przeznaczonych.

Dlaczego to robicie? Dlaczego w takiej próżni społecznej trwacie przy tych działaniach?

S.B. Interesuje mnie historia naszej wsi, jak i dawni jej mieszkańcy. Jednak wszystkie informacje, jakie posiadam, pochodzą z internetu. Staramy się również wpoić naszym dzieciom, że trzeba pamiętać o innych, bo kiedyś to oni tworzyli naszą historię.

Czy oprócz prac na cmentarzu robi pani jeszcze coś w sprawie ocalenia pamięci?

S.B. Dużo czytam, przeglądam zasoby internetowe.

I tak ze swoich Mazur trafiła pani na naszą stronę?

S.B. Całkiem niedawno trafiłam na wasz profil.

Tylko na Fb? A zagląda pani do proponowanych artykułów, które zamieszczamy na naszej stronie www. Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego?

S.B.Tak, ale dużo macie tego, mam sporo jeszcze do nadrobienia.

Czy czytając nas trafiła pani na coś, co szczególnie panią poruszyło, zainteresowało?

S.B. Czytając posty byłam i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem ludzi, którzy bezinteresownie dbają o naszą historię, o to, by pamięć po naszych przodkach trwała nadal. Zawsze, gdy widzę młodzież i dzieci pomagających dbać o dobro naszej ziemi, kręci mi się łezka w oku. Mało jest młodzieży, która ma czas, by pomóc ot tak, bezinteresownie.

Sądzi pani, że to brak czasu?

S.B. No może nie. Chyba to nie jest brak czasu. Myślę, że potrzeba pomocy bierze się z serca i z zamiłowania. Ale tego trzeba się nauczyć...

Pani Sylwio, czy ma pani jakieś plany związane z waszym cmentarzem? Czy jest coś, w czym społeczność cmentarników mogłaby wam pomóc?

S.B. Na wiosnę chcemy zakupić tabliczkę informacyjną, która ma informować o tym, że mieści się tu cmentarz ewangelicki. Myślimy też nad ogrodzeniem ponieważ cmentarz nie jest ogrodzony. Każda pomoc jest ważna jeśli ma prowadzić ku lepszemu, nawet ta niematerialna. Taka zwykła pomoc w uprzątnięciu a nawet chociaż wsparcie słowem.

Pani Sylwio, życzę dużo sił do zrealizowania planów i dziękuję za poświęcony mi czas. Mam nadzieję, że pani opowieść poniesie się echem i zobaczymy, może przyniesie jakieś wsparcie?

Wywiad przeprowadziła: Hanna Szurczak, zdjęcia: archiwum Sylwii Borowskiej
15.11.2017




Tomasz Szwagrzakkontakt