EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem

Joanna Wałkowska

Nieczynne cmentarze jako systemy interakcji naturokulturowych: w stronę symbiozy zamiast konfliktu

Rozważania na przykładzie cmentarza ewangelickiego w Borówcu (gm. Kórnik, pow. poznański)

Cmentarz – w sieci interakcji

Czym jest cmentarz? Intuicyjnie odpowiedź wydaje się być oczywista: jest to miejsce spoczynku zmarłych. Warto odnieść się do etymologii, używanego przez nas słowa „cmentarz”: słowo to wywodzi się z greckiego terminu kojmeterjon, które składa się z dwóch członów: kajmao („śpię”) i tereo („ochraniam”), zatem dosłownie oznacza „miejsce ochraniające sen”; używane było też jako określenie sypialni (Grzywa J. 2010, s. 387). Implikuje to skojarzenia ze spokojem, gdyż śmierć postrzegana jest tu jako sen, a sen jest przecież zwykłym składnikiem życia. Tak samo, jak człowiek żyjący udaje się do sypialni na spoczynek, tak samo zmarli składani są na cmentarzu. Nie ma tu postawionej wyraźnie granicy między żywymi a umarłymi, w pewnym sensie są oni podobni. Jednak współczesna kultura wydaje się spychać śmierć na margines, nie dostrzegać jej, a już na pewno nie chce jej traktować jako zwykły składnik życia. Śmierć bowiem uświadamia bardzo silnie nasze zakorzenienie w naturze, o którym chcemy zapomnieć.

Opozycja natura-kultura jest bardzo silnie wrytym w nasze myślenie schematem. Ten sposób myślenia wpływa na postrzeganie rzeczywistości jako pewnych zamkniętych, ograniczonych sfer, nie zaś jako sieci wzajemnych powiązań i interakcji. Takie postrzeganie implikuje szereg problemów, które napotyka jednostka, czy grupa w obliczu pewnych obszarów rzeczywistości, co do których granica między tym, co kulturowe, a tym co naturalne, staje się bardzo trudna do wyznaczenia z punktu widzenia kategorii kulturowych danej grupy społecznej. Takim obszarem jest z pewnością zagadnienie śmierci i łącząca się z nim problematyka miejsc pochówku. Ze względu na problematyczność wyznaczenia granicy jest to obszar, który można określić jako pewnego rodzaju tabu. Jednak on również podlega kulturowej waloryzacji i określonym działaniom kulturowym, które starają się ustanowić tę granicę, jednocześnie podporządkowując sobie sferę natury. Cmentarz w definicjach badaczy kultury określany jest często jako instytucjonalnie wyznaczony i zorganizowany fragment przestrzeni, o wyraźnych granicach, służący do chowania zmarłych. Czasem wyróżnia się kilka jego składowych, jak na przykład: pochówki, intencjonalnie nasadzona zieleń oraz struktury naziemne: ogrodzenia, bramy, nagrobki, kaplice, kostnice, sieć drożna (Długozima A. 2011, s. 9). Jest to więc przestrzeń kulturowo zorganizowana i w tym sensie postrzegana jedynie przez pryzmat „czysto” kulturowy, co powoduje niedostrzeganie pewnych jej istotnych aspektów i działania zorientowane wyłącznie na ochronę elementów – jak się wydaje – „czysto” kulturowych. Często jednak sytuacja taka wymyka się spod instytucjonalnej kontroli. Ma to miejsce wówczas, gdy cmentarz zostaje porzucony przez wspólnotę ludzką, wcześniej go użytkującą. Wówczas przestaje on być obiektem zainteresowania społecznego. O takich właśnie cmentarzach (określanych w literaturze jako nieczynne, zapomniane, czy opuszczone) będzie mowa w tej pracy.

W związku z nakreślonym powyżej problemem, jaki dostrzegam w odniesieniu do dyskursu dotyczącego cmentarzy, celem mojej pracy jest próba odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób można przełamać silnie zakorzenioną w naszym myśleniu opozycję natura-kultura. Moim celem jest także opracowanie (w bardzo ogólnym zarysie) możliwej koncepcji ochrony cmentarza w różnych jego aspektach. Postaram się zaprezentować, w jaki sposób można traktować cmentarz z perspektywy nie tylko dziedzictwa kulturowego, ale również przyrodniczego i jak może to wpłynąć na strategie ochrony tego dziedzictwa. Jest to próba wypracowania pewnego kompromisu, która może być dyskusyjna, ale dzięki temu może też zaowocować nowymi, przełamującymi dotychczasowe stereotypy, już praktycznymi, rozwiązaniami.

Metodą, którą chciałabym zastosować w niniejszej pracy jest spojrzenie na cmentarz jako system relacji i interakcji zachodzących między wieloma elementami – tak kulturowymi, jak i naturalnymi (między którymi trudno jest wyznaczyć jednoznaczną linię demarkacyjną, stąd określenie „naturokulturowe”, podkreślające, iż wszystkie te czynniki są ze sobą nawzajem powiązane). Postaram się wyróżnić grupy podmiotów działań, które poprzez swoją obecność i aktywność mają wpływ na funkcjonowanie cmentarza jako systemu i przemiany w jego funkcjonowaniu.

Moje rozważania częściowo zainspirowane są koncepcjami Bruno Latoura, mianowicie tzw. Actor-Network Theory (Abriszewski K. 2007), czy Bjønara Olsena (Olsen B. 2013), odnoszą się bowiem do sprawczości podmiotów nie-ludzkich. W tekście postaram się podkreślić aktywną rolę podmiotów, które dotychczas były pomijane lub marginalizowane.

Dla potrzeb zaprezentowania złożoności sieci relacji, które zachodzą w tym systemie, wyróżnię pojęcie aktanta, rozumiane podobnie jak w ANT: jako podmiot mający poprzez swoje działania czy samą obecność wpływ na rzeczywistość w jej określonym aspekcie (w tym wypadku w odniesieniu do cmentarza jako systemu interakcji między różnymi podmiotami). Jako aktantów w odniesieniu do omawianego problemu wyróżniam (na ogólnym poziomie, kolejność przypadkowa): 1) ludzi obecnie żyjących; 2) zmarłych; 3) przyrodę. Tego typu rozróżnienie ma na celu jedynie uporządkowanie pojęć, nie zaś wyznaczenie jednoznacznie rozgraniczonych od siebie kategorii, ponieważ – jak postaram się ukazać poniżej – między tymi kategoriami trudno wyznaczyć jakiekolwiek ostre granice. Schemat przedstawiony poniżej (ryc. 1) przedstawia możliwy sposób pojmowania interakcji między poszczególnymi aktantami i będzie stanowić punkt wyjścia do dalszych rozważań.

Ryc. 1. Schemat ukazujący sieć interakcji, które zachodzą w systemie cmentarza.

Powyższy schemat ukazuje sieć relacji między różnymi aktantami w odniesieniu do cmentarza. Jak widać od razu, jest to sieć powiązań, którą można odczytywać jako koło lub też analizować bardziej szczegółowo siatkę relacji między poszczególnymi aktantami. Mogłaby ona być z pewnością rozrysowana w sposób jeszcze bardziej zawikłany, jednak na potrzeby tej pracy nie ma potrzeby jej komplikowania. Chodzi jedynie o ukazanie już na tym poziomie ogólności, jak złożone są to interakcje. Jest to system, w którym każdy element odgrywa znaczącą rolę i żaden nie może być wykluczony, czy postrzegany w izolacji wobec innych elementów. Poniżej postaram się pokrótce wyjaśnić, jaką rolę w tym systemie powiązań odgrywa każda z wymienionych grup.

Zmarli, pochowani na cmentarzu, to grupa, która nadała temu miejscu status cmentarza, a więc pierwotny społeczny status tej przestrzeni jako miejsca pochówku zwłok i szczątków ludzkich (który jednak podlegać może negocjacjom, co zostanie również ukazane w dalszej części pracy). Zmarli są łącznikiem między dwiema innymi grupami aktantów, jakimi są ludzie współcześnie żyjący oraz przyroda. Poprzez akt pochówku, czyli złożenia szczątków ludzkich w ziemi i będące następstwem tego aktu procesy podepozycyjne, w których znaczącą rolę odgrywa także naturalny proces rozkłady ciała, zmarli są związani z przyrodą. Z kolei tym, co łączy ich nadal z osobami współcześnie żyjącymi (a więc tradycyjnie rozumianą kulturą), są wszelkie pozostałości świadczące o ich dawnym życiu i powiązaniu z przeszłą kulturą, czyli wszelkie tzw. źródła historyczne, jak np. akta metrykalne, czy nagrobki, ale także pamięć, zachowana wśród mieszkańców danej miejscowości czy potomków (jeśli jest możliwość takiego przekazu). Jest to pewna dwoistość, w której można wyróżnić aspekt materialny (szczątków zmarłych) oraz niematerialny (symboliczny – pamięci o zmarłych, jako osobach niegdyś żyjących). Pamięć dotycząca osób zmarłych odnosi się bowiem do okresu ich życia i w tym aspekcie zmarli postrzegani są jako osoby. Moment śmierci natomiast wnosi pewną ambiwalencję w postrzeganiu ich statusu.

Akt pochówku stanowi moment przejścia ciała ludzkiego od świata żywych – świata kultury – do innego świata. Pojawia się pytanie, czym jest ten „inny” świat? W rozważaniach dotyczących owego przejścia, można nawiązać do funkcjonującego w archeologii podziału na kulturę tzw. „żywą” i tzw. kulturę „martwą”, którego twórcą był niemiecki archeolog, Hans Jurgen Eggers. Kultura „żywa” w świetle tej koncepcji to funkcjonująca w danym czasie i przestrzeni kultura, natomiast kultura „martwa” to pozostałości po tejże „żywej” kulturze, odkrywane przez archeologa. Przejście od kultury „żywej” do kultury „martwej” związane jest z licznymi procesami, takimi jak m.in. procesy podepozycyjne. W skład tych przemian wchodzą m.in. wszelkie procesy naturalne, które prowadzą do uformowania się tzw. warstwy kulturowej, badanej następnie przez archeologa (Tabaczyński S. 1964, s. 235-236).

W przypadku złożonego w ziemi ciała zmarłej osoby, naturalne procesy rozkładu stanowią pożywkę dla wszelkich tzw. nekrofagów, a więc organizmów żywiących się martwym ciałem, ale również wzbogacają glebę w substancje odżywcze, które z kolei przyczyniają się do wzrostu roślin. To, co jest zatem – z perspektywy natury – rozwojem życia – z perspektywy kulturowej jest jego zaprzeczeniem. Odzwierciedla to taki sposób postrzegania relacji natura-kultura, w którym pojęcia te stoją w całkowitej opozycji do siebie; kultura wyklucza naturę (czy też całkowicie ją sobie podporządkowując, wyklucza jej dynamiczny rozwój, a więc, to co decyduje o jej istocie, tym samym czyniąc naturę w pewnym sensie martwą), a natura wyklucza kulturę (pełnia rozwoju natury wyklucza jakąkolwiek kulturową ingerencję człowieka, zatem kultura jest martwa), tym samym żywa kultura = martwa natura, a żywa natura = martwa kultura. Taki sposób postrzegania w logicznej konsekwencji rodzi jedynie patrzenie na relacje naturo-kulturowe z perspektywy konfliktu. Taką perspektywę konfliktu dość łatwo jest dostrzec w przypadku sieci interakcji naturokulturowych w przestrzeni cmentarza. Postaram się ją opisać, aby następnie zmienić perspektywę i spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy i w jaki sposób można inaczej postrzegać te interakcje i jaki może mieć to wpływ na strategie postępowania wobec dawnych cmentarzy.

Wcześniej chciałabym jednak scharakteryzować – jeszcze na poziomie teoretycznym – rolę pozostałych grup aktantów. Jedną z nich jest przyroda. Użyłam tego określenia nieprzypadkowo. Nie chciałam bowiem stosować pojęcia „natura”, aby nie powielać stereotypu, poza który chcę wyjść. Oczywiście schemat, który przedstawiłam, również może nasuwać skojarzenia z nim, ponieważ dość łatwo byłoby na nim pokazać granicę między tym, co „kulturowe” i tym, co „naturalne” (przechodzącą w poprzek „zmarłych”, co wiąże się z ich ambiwalentnym statusem, który opisałam powyżej). Jednak schemat ten – oprócz tego, że pokazać ma złożoność interakcji, stanowi tylko wstęp do rozważań, gdyż na dalszym etapie chcę ukazać jego inną wersję, gdzie granica ta nie będzie już oczywista. Schemat pierwszy zatem można traktować jako jeszcze częściowo zakorzeniony w sposobie myślenia opozycyjnego (kultura-natura), jednak komplikujący nieco tą uproszczoną opozycję i pokazujący wielość i złożoność podmiotów sprawczych, które wpływają na funkcjonowanie cmentarza.

Elementy przyrodnicze, które uznałam (dla potrzeb mojej pracy) za istotne w odniesieniu do cmentarza, to ziemia/gleba, flora i skały. Gleba ma bezpośrednie powiązanie ze szczątkami zmarłych, poprzez akt pochówku, co zostało już wspomniane wyżej. W procesie rozkładu ciała wydzielają się określone substancje, które mają wpływ na żyzność gleby – są to między innymi azot i fosfor. Żyzność ta przyczynia się z kolei do rozwoju flory. Na terenach opuszczonych cmentarzy w województwie warmińsko-mazurskim, badanych pod względem botanicznym, stwierdzono, że w większości przypadków występują tam gatunki preferujące środowiska eutroficzne (a więc siedliska zasobne w łatwo dostępne związki odżywcze, zwłaszcza azot i fosfor), a także mezotroficzne (o średnim stopniu żyzności). Z drugiej strony jednak spotyka się także gatunki wymagające gleb suchych. Zróżnicowanie gatunkowe jest uwarunkowane różnorodnością i cechami podłoża, jak również materiałem, z którego zbudowane są płyty nagrobne (Majgier L., Rahmonov O. 2013, s. 68). Tym samym istniejące na cmentarzu podłoże skalne powiązać można bezpośrednio z nagrobkami (bądź innymi elementami konstrukcyjnymi, które uległy już pewnej destrukcji), co nie jest widoczne na schemacie (gdyż zaburzałoby jego czytelność), lecz warto również o tym pamiętać. Podłoże skalne wpływa również na rozwój brioflory. Mszaki są roślinami, które odgrywają ogromną rolę w ekosystemie, mając m.in. wpływ na regulowanie stosunków wodnych. Są to tzw. rośliny pionierskie, które przygotowują grunt pod kolonizację danego miejsca przez rośliny naczyniowe. Jest to możliwe, ponieważ dzięki swoim właściwościom chłonnym, zwiększają przepuszczalność podłoża, chronią przed przesuszeniem, a także ograniczają rozwój chwastów (Staniaszek-Kik M., Stefańska-Krzaczek E. 2014, s. 130-132).

Badania brioflorystyczne w kilku miastach polskich wykazały z kolei dość duże zróżnicowanie gatunków mszaków na terenach cmentarzy, gdzie zasiedlają one zarówno powierzchnie ziemi, jak i pnie drzew oraz powierzchnie betonowe i kamienne (Fudali E. 2003, s. 231-236). Poprzez przygotowanie gruntu, mszaki przyczyniają się też do dalszej kolonizacji przyrodniczej cmentarza – poprzez florę naczyniową, która może wyrosnąć na zasiedlonym wcześniej przez brioflorę podłożu. W ten sposób, można by powiedzieć, roślinność zmierza niejako do całkowitego skolonizowania obszaru cmentarza, czy inaczej – posługując się językiem botaników: na terenach tych „zachodzą procesy sukcesji ekologicznej, kształtują się układy biocenotyczne oraz zachodzą procesy renaturalizacyjne” (Majgier L., Rahmonov O. 2013, s. 65).

Można zatem stwierdzić, że na cmentarzu takim tworzy się ekosystem, który dąży do harmonijnego funkcjonowania. Niestety czasem dążenie to stoi w sprzeczności z „interesami” pewnych grup społecznych – ludzi obecnie żyjących w pobliżu takiego cmentarza. Jak zostało przedstawione na ryc. 1, przyroda – a zwłaszcza roślinność naczyniowa – jest szczególnie aktywnym elementem, dostrzeganym przez człowieka i powodującym jego reakcję. Ponieważ miejsca te oscylują między naturą, a kulturą, pojawia się konieczność ich oswojenia, które rozumiane jest jako ponowne włączenie do kultury. Stąd bierze się chęć ich uporządkowania, która – w przypadku pasjonatów historii – sprowadza się bardzo często do wycinki roślinności i wyeksponowania nagrobków. Kiedy już nie ma nagrobków, cmentarz taki postrzega się jako nieistniejący, mimo że nadal istnieje to, co de facto ustanawia status cmentarza, czyli pochówki pod powierzchnią ziemi. Znajduje tu potwierdzenie postawiona wcześniej teza, że ten aspekt zmarłych postrzegany jest jako całkowicie należący do natury, zaś nagrobki zdają się być traktowane jako „ostatni bastion” kultury, to, co jako jedyne trzeba ratować. W literaturze i Internecie znaleźć można informacje o licznych przykładach działania lokalnych społeczników, polegającego na porządkowaniu terenu dawnego cmentarza i tworzenia bardziej lub mniej (czasem zdecydowanie mniej) zorganizowanych „lapidariów” (np. Machowska M. 2015, s. 59-61; Buczyńscy E i W. 2004; Stroiwąs N. 2010). Zwykle akcje takie wiążą się ze zbieraniem w jednym miejscu „bardziej reprezentatywnych”, nieco lepiej zachowanych płyt z powierzchni cmentarza, co oddziela je tym samym od kontekstu pochówku, powodując de facto utratę ich statusu na-grobka, jako z definicji znajdującego się nad grobem i ten grób wskazującego. Działania tego typu wychodziły jeszcze jakiś czas temu nie tylko ze strony lokalnej społeczności, lecz także służb konserwatorskich, czego przykładem była akcja w latach 80-tych XX wieku tworzenia lapidarium w Orzeszkowie (gm. Kwilcz, pow. międzychodzki; Łęcki W. 1988). Obecnie już raczej na poziomie instytucjonalnym unika się takich sytuacji.

Jednak postawy wobec nieczynnego cmentarza mogą być bardzo różne. Nie wszyscy dążą do tego, aby zachować cokolwiek (chociażby nagrobki), raczej takie osoby są w społecznościach lokalnych w zdecydowanej mniejszości. Większość mieszkańców danej wsi czy najbliższej okolicy, ma zwykle do sprawy stosunek dość obojętny. Władze samorządowe jednak często zmierzają do podjęcia konkretnych działań wobec miejsca, znajdującego się na zarządzanym przez nich terenie, a teren ten „szpecącym”, czy w inny sposób „przeszkadzającym”. Postrzeganie zarośniętego, skolonizowanego przez roślinność, cmentarza jako czegoś „szpetnego”, „brzydkiego” przypomina kulturowe pojmowanie brudu jako „czegoś nie na swoim miejscu” (jest to definicja antropolożki Mary Douglas, cytowana za: Grabias S. 2013, s.11). W tym wypadku więc tym „czymś nie na swoim miejscu” jest właśnie nieujarzmiona roślinność (a więc niepodporządkowana kulturze, tak jak to „powinno” być). Uznaje się, że takiej roślinności nie powinno tam być, właśnie dlatego, że zawłaszcza coś, co wcześniej należało do kultury.

Ludzie żyjący współcześnie podejmują więc działania, mające wpływ na system cmentarza, zwykle niestety powodujące znaczące zaburzenia jego ekosystemu. Postaram się w tym miejscu ukazać sieć interakcji na przykładzie konkretnego cmentarza, aby następnie zastanowić się, jak uniknąć tak ujmowanego konfliktu, a zamiast tego dążyć w stronę kompromisu, symbiozy. Cmentarz w Borówcu i jego zawikłane losy

Cmentarz ten wybrałam nieprzypadkowo. Po raz pierwszy miejsce to odwiedziłam w 2011 roku, gdy zaczynały kształtować się moje zainteresowania związane z cmentarzami ewangelickimi. Wówczas całkowicie skryte za wybujałą roślinnością nagrobki były fascynującym polem do eksploracji. Wróciłam tam dwa lata później, gdy wspólnie z kołami naukowymi studentów archeologii, etnologii i historii realizowaliśmy projekt „Wielkopolscy ewangelicy: pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe na przykładzie gminy Kórnik”. Po raz kolejny przedzierając się przez porastające cmentarz krzewy, starałam się jak najdokładniej dokonać inwentaryzacji poszczególnych nagrobków. Mimo tego, iż sama wtedy byłam zniesmaczona takim stanem nekropolii, to paradoksalnie właśnie ta rozrośnięta roślinność przyczyniała się do tego, że miejsce to było tak pociągające – jego ukrycie pobudzało bowiem wyobraźnię i „instynkt” odkrywcy (ryc. 4). Tym samym dość smutny wydał mi się widok, który zobaczyłam, gdy przyjechałam tam ponownie w listopadzie 2015 roku, wówczas z ramienia Fundacji Ratowania Zabytków i Pomników Przyrody. Okazało się bowiem, że cmentarz został „uporządkowany” dzięki działaniu lokalnych władz samorządowych. Uporządkowanie to polegało na ogołoceniu terenu z wszelkiej roślinności niższej niż dorosłe drzewa. Oczom mieszkańców i przejezdnych ukazała się wówczas spora przestrzeń, na której widoczne były dość liczne nagrobki, ale też luźno walające się (pozostałe po akcji „porządkowania”) gałęzie i liście (ryc. 5). Na tym etapie zaczęły się rozmowy z sołectwem, a także próby dotarcia do mieszkańców, zmierzające do tego, aby cmentarz nie został zlikwidowany, a na jego terenie nie powstał park z niewielkim lapidarium, lecz aby ponownie nasadzić roślinność, a zachowanych nagrobków nie odrywać od ich pierwotnego kontekstu. Rozmowy zakończyły się fiaskiem. Tym samym moja współpraca z Fundacją zakończyła się 4 listopada 2016 roku, gdy prezes Fundacji bezdyskusyjnie przyjął pierwotny projekt sołectwa i gminy, nie chcąc nawet słyszeć o możliwości współpracy z wojewódzkim konserwatorem zabytków nad realizacją projektu. Sprawa zgłoszona została przeze mnie do powiatowego konserwatora zabytków. W oczekiwaniu na rozstrzygnięcie i dalsze losy cmentarza, uznałam zebrany materiał o Borówcu i moje własne doświadczenia za bardzo dobry przedmiot analizy w odniesieniu do postawionego przeze mnie tematu pracy.

Analogicznie jak we wcześniejszych rozważaniach teoretycznych, opis tego miejsca, rozpocznę od zmarłych, a konkretnie od historii Borówca i samego cmentarza.

Borówiec powstał jako osada olęderska, Olędry Borowieckie, w 1734 roku. Założony został przez Stefana Szołdrskiego, właściciela dóbr kórnickich, męża Teofili z Działyńskich (ZWPMK, s. 300-303). Wieś powstała po wykarczowaniu lasu i była typową ulicówką, z równoległymi pasmami pól i gospodarstwami usytuowanymi z reguły po jednej – północnej – stronie drogi. Istotnym elementem krajobrazu wsi były zbiorniki wodne: Jezioro Borowieckie i Staw Młyński, pomiędzy którymi znajdowała się grobla, na której ulokowany był młyn wodny. Przez zbiorniki przepływała rzeka Głuszynka. Zbiorniki były wykorzystywane do nawadniania okolicznych pól: na mapach z 1837 i 1879 roku (ryc. 2 i 3) ukazany jest rozbudowany system melioracyjny (P1837; P1879). Cmentarz ewangelicki w Borówcu położony był przy wschodnim krańcu miejscowości, między drogą a Stawem Młyńskim (tuż przy jego południowym brzegu), naprzeciwko budynku dawnej szkoły. Trudno powiedzieć, kiedy został założony. Po raz pierwszy na mapie pojawia się dopiero w XX wieku, jednak dwa najstarsze zachowane na tym cmentarzu nagrobki pochodzą z 1873 roku. Mógł więc istnieć już dużo wcześniej. Na podstawie map wsi Olędry Borowieckie (określanej w czasie zaborów i II wojny światowej jako: Borowiec Hauland lub Waldau, a po II wojnie światowej jako: Borówiec), przechowywanych w Bibliotece Kórnickiej, możemy prześledzić przemiany przestrzenne wsi, począwszy od początku XIX wieku do 1946 roku (P1808-P1946, pełen wykaz w bibliografii). Jednak na żadnej z tych map nie ma jednoznacznego oznaczenia cmentarza. Prawdopodobnie wynikało to z tego, iż nie był to obiekt znajdujący się w centrum zainteresowań osób sporządzających plany, głównie w celach ukazania struktury własnościowej gruntów. Mimo, iż brak jednoznacznego oznaczenia cmentarza, to teren, na którym się znajduje, jest wydzielony jako osobna działka już na mapie pochodzącej z roku 1837 (P1837). Można przyjąć zatem, że nekropolia prawdopodobnie już w tym czasie istniała.

Mając na uwadze sieci różnorakich powiązań zmarłych z żywymi i ze środowiskiem, warto wspomnieć o tym, że odnoga południowa Stawu Młyńskiego – widoczna na mapie z 1837 roku – nie występuje już na tej z 1879 r., więc prawdopodobnie zarosła. Być może cmentarz miał tu swój udział, tym bardziej, że Staw Młyński był w bardzo bliskim sąsiedztwie cmentarza, niemalże przytykając do niego. Z kolei poprzez sieć kanałów woda, która pochodziła ze Stawu Młyńskiego, nawadniała pola uprawne w Borówcu. Jak widać, również mamy tu system ścisłych powiązań, najprawdopodobniej bowiem woda stawu była zanieczyszczona spływami z cmentarza. Kontakt ze zmarłymi mógł być zatem bliższy, niż mogło się wydawać. Z kolei spływanie nawozów z pól uprawnych, a także intensywne wykorzystywanie zbiorników, mogło przyczynić się do ich eutrofizacji.

Ryc. 2. Plan Borówca z 1837 roku (P1837). Strzałką oznaczone jest miejsce, gdzie znajduje się cmentarz ewangelicki. Widoczny Staw Młyński (Mühlen Teich) i Jezioro Borówieckie oraz układ przestrzenny wsi.

Ryc. 3. Plan Borówca z 1879 roku (P1879). Strzałką oznaczone jest miejsce, gdzie znajduje się cmentarz ewangelicki. Widoczny Staw Młyński (Mühlen Teich) i Jezioro Borówieckie oraz układ przestrzenny wsi.

Na mapach znajdujemy również nazwiska osadników. Są to między innymi: Seiffert, Schiller, Meisner, Bauern, Redmann, Lindner, Liske, Briese, Doering, Feifier, Garschtke, Schubert, Meisner, Kochanke, Guntsch, Reich (P1808). Warto zauważyć, że niektóre z tych najwcześniej wzmiankowanych w źródłach nazwisk spotykamy również na zachowanych nagrobkach (są to np. Schiller, Schubert, a także wspominani na planie z 1924 r. – Hauch, Nelde i Hinderlich).

Cmentarz ewangelicki w Borówcu nie był jak do tej pory objęty formalną ochroną jako zabytek (obecnie pojawiła się szansa, że to się zmieni). Istniała jedynie błędnie wykonana karta ewidencyjna, przechowywana w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Poznaniu, przedstawiająca zarówno błędną lokalizację cmentarza, jak też informująca o całkowitym braku nagrobków (Karta nr 10/1). W rzeczywistości do dnia dzisiejszego na terenie cmentarza zachowało się około 130 obiektów nagrobnych. W większości są to grobowce w formie obudowy kamiennej, bez zachowanej płyty nagrobnej. Jest również kilkanaście płyt epitafijnych lub stojących steli. W części północnej znajdują się fundamenty i resztki murów ścian dawnej kaplicy, która według relacji ustnych miała stać na terenie cmentarza jeszcze w latach 70-tych XX wieku. Na cmentarzu rośnie obecnie kilka drzew, z których jedno (dąb, znajdujący się przy północno-wschodnim skraju nekropolii) jest chronione jako Pomnik Przyrody. Roślinność krzewiasta, która została wycięta z inicjatywy sołectwa i gminy, odradza się co jakiś czas, szczególnie w postaci bzu lilaka, który usilnie walczy ze staraniami władz i innych osób o oczyszczenie terenu z flory.

Spośród zachowanych nagrobków, warto wymienić nagrobek Wilhelma i Waldemara Stobber: jest to leżąca płyta, obramowana zdobionymi w motywy roślinne pilastrami, między którymi znajduje się część inskrypcyjna. Epitafium głosi, iż polegli 24 i 27 kwietnia 1918 roku w bitwie pod Ypres (niem. Yperg) w Belgii, podczas ostatniej z czterech bitew, które miały tam miejsce podczas I wojny światowej. Na płycie, powyżej inskrypcji, znajduje się motyw zdobniczy w postaci donicy z kwiatami. Nagrobek znajduje się na północnym skraju cmentarza, odsłonięty po sporadycznych akcjach porządkowych, ukrywany jest ponownie przez spadające liście, mszaki i cierpliwie budującą się od nowa ściółkę.

Innym przykładem jest stojąca nadal stela Anny Christiny Hinderlich, z domu Jahns, z 1890 roku, na której zobaczyć można przykład sentencji o charakterze religijnym, jakie często były umieszczane na nagrobkach protestanckich1 - sentencja ta stanowi dość częsty motyw, który powtarza się jeszcze na innym nagrobku w Borówcu, a także na nekropolii ewangelickiej w Kamionkach.

Bardzo interesującym przykładem tej sztuki jest również stela Johanna Gottfrieda Schillera (z 1873 roku), ozdobiona łukiem ze ślimacznicami, zaś inskrypcja pisana jest pismem neogotyckim. Treść inskrypcji poza danymi zmarłego zawiera fragment pieśni religijnej, tekstu której autorem był XVII-wieczny poeta niemiecki, Simon Dach, natomiast muzykę napisał w 1649 r. kompozytor Johan Crüger2 (http://www.lutheran-hymnal.com).

Ukazuje to motywy, które wykorzystywano w kontekście grobowym, jak również to, że inskrypcje miały w szczególności wyrażać wiarę zmarłego, a jednocześnie stanowią one informację o wartościach, jakie były istotne dla całej społeczności i praktykach kulturowych (jeśli bowiem dana pieśń została uznana za na tyle ważną, aby zamieścić ją na nagrobku, zapewne była wówczas dobrze znana).

Warto wspomnieć także płytę rodziny Hauch, ponieważ nazwisko to pojawiało się w wywiadach z mieszkańcami Borówca, przeprowadzanych w ramach projektu „Wielkopolscy ewangelicy. Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe na przykładzie gminy Kórnik”. Relacje polskich mieszkańców Borówca w okresie przedwojennym, a także w czasie II wojny światowej z rodziną Hauch opisywane były jako pozytywne.

Stele, a więc nagrobki stojące mają to szczęście (a może nieszczęście?), że nie są zakrywane przez roślinność. Dlaczego można wątpić, że jest to pozytywny aspekt? Gdy płyta pozostaje zakryta – czy to przez ziemię, liście, brioflorę, czy w końcu florę naczyniową, jest niewidoczna dla żywych, co z jednej strony skutkuje tym, że nie zdają sobie oni sprawy z istnienia tego dodatkowego elementu, mówiącego o historii miejsca, przez to pewien potencjalny przekaz informacyjny jest niedostępny. Z drugiej strony niedostępna jest ona także dla ewentualnych złodziei, czy wandali. Znowu moglibyśmy powiedzieć, że taka płyta oscyluje na granicy kultury i natury.

Akcje porządkowe, jakie miały miejsce na tym terenie, były częściowo podejmowane z inicjatywy gminy i sołectwa, lecz odbyło się też kilka akcji, zorganizowanych z mojej inicjatywy, pod szyldem Fundacji (już po wycięciu większości flory cmentarza przez gminę). Moim ówczesnym zamiarem było zachęcenie i zainteresowanie mieszkańców ich lokalnym dziedzictwem, co jednak się nie udało. W akcjach uczestniczyło po kilka osób (z czego większość stanowili moi znajomi), wśród mieszkańców Borówca znalazły się dwie osoby, które faktycznie zaangażowały się w prace. Nie ukrywam, że wówczas my również walczyliśmy z roślinnością, myśląc, że dzięki temu, że odsłonimy pokryte nią nagrobki, nagle mieszkańcy Borówca doznają „olśnienia” i zechcą docenić dziedzictwo, które mają. Jednak mieszkańcy pozostawali tak samo obojętni, zaś roślinność tak samo nieugięta w walce o „swoje”. Za każdym razem bowiem, gdy przyjeżdżaliśmy tam po raz kolejny (po około miesiącu), załamywaliśmy ręce, widząc, że nasz poprzedni trud poszedł na marne, bo znowu bez lilak obrał skuteczniejszą od naszej strategię. W ten sposób można rzeczywiście bawić się w „przepychanki” z roślinnością, a zamierzonego efektu jak nie było, tak nie ma. Dla mieszkańców bowiem cmentarz zdawał się być całkowicie niewidzialny. Było to niezwykłe zjawisko, które do tej pory trudno mi sobie wytłumaczyć. Za każdym razem bowiem, gdy przyjeżdżaliśmy (zawsze w sobotę), w świetlicy, ulokowanej dokładnie vis-à-vis cmentarza, odbywały się liczne zajęcia sportowe, czy edukacyjne. Gromadziła się tam spora grupka osób. Jednak nawet zachęcani przez nas, nie wykazywali najmniejszego zainteresowania tym, co działo się na cmentarzu.

Kolejnym aspektem, z którym przyszło nam się zmierzyć, było odkrycie luźno leżących na powierzchni cmentarza szczątków kostnych, w postaci części czaszki i kilku fragmentów kości długich. Ze względu na obojętność pani sołtys i jej niechęć zgłoszenia tego faktu do jakiejkolwiek instytucji, a wobec naszego ówczesnego nierozeznania w procedurach postępowania w podobnych sprawach, zebraliśmy i zabezpieczyliśmy szczątki, oznaczając na planie i opisując miejsce ich odkrycia. Fakt tego znaleziska został potem zgłoszony do wojewódzkiego inspektoratu sanitarnego i powiatowego konserwatora zabytków, po czym – wobec odpowiedzi inspektora – został pozostawiony do dyspozycji burmistrza gminy Kórnik, który ma zadecydować o ponownym pochówku. Na tą decyzję oczekuję od początku listopada, jednakże przypuszczać można, że burmistrz przychyli się do stanowiska sołectwa, które zgłaszało stanowczy sprzeciw wobec pomysłu pochowania szczątków na cmentarzu, z którego one pochodzą. PKZ od tego czasu również milczy. Można zadać sobie pytanie, jakie wobec postaw urzędników i władz lokalnych mają prawa zmarli? Mimo, że – jak pisał Piotr Morciniec – „z pozycji prawa własności zwłoki ludzkie [w domyśle – też szczątki] nie należą do nikogo: (...) ani do żadnej instytucji (...), ani do społeczeństwa, ani wreszcie do osoby, która już nie istnieje” – okazuje się jednak, że rozporządzanie nimi w sytuacji oderwania ich od pierwotnego kontekstu ich pochówku, należy w praktyce do instytucji publicznych. Jednak należałoby mieć na uwadze, że: „Poza powyższym, niewątpliwym pozostaje fakt, że w sensie finalnym zwłoki należą do ziemi, a więc należy zagwarantować ich pochówek” (Morciniec P. 2009, s. 83-84). Mając natomiast w pamięci znaczenie szczątków ludzkich w ekosystemie cmentarza, stwierdzić można, iż w tym wypadku nastąpiło również (zapewne wskutek dawnych działań osób trzecich, rozkopujących groby po II wojnie światowej) pewne naruszenie tego systemu, podobnie zresztą, jak przy wycince roślinności.

Jak okazało się później, mimo zaproponowanego przez mnie projektu, sołectwo i gmina upierały się przy pierwotnej wersji, czyli stworzenia przez nich parku-lapidarium. Według tej wizji większość nagrobków miała zostać usunięta, a pozostawione jedynie takie, które przedstawiały pewną wartość artystyczną według oceny sołectwa (najwyraźniej uznającego się za instytucję w pełni kompetentną w zakresie oceny takiej wartości). Argumentem na rzecz takiego postępowania był m.in. zapis w księdze wieczystej, mówiący o tym, że działka ta stanowi teren „rekreacyjno-wypoczynkowy”. Mimo tego, iż z jakimś „wypoczynkiem” (wiecznym) może i mamy tu do czynienia, trudno zgodzić się na przyjęcie takiego pojęcia wobec cmentarza. Dlatego próbowałam ukazać, iż ideę parku połączyć można z ideą cmentarza, nie niszcząc zachowanych obiektów nagrobnych. Gdy jednak zostałam w tym poglądzie osamotniona, odebrany mi został ostatni argument, jakim było poparcie organizacji pożytku publicznego. Wobec tego jedyną możliwością wydało mi się wówczas wycofanie się i pozostawienie sprawy do rozstrzygnięcia bezpośrednio między gminą a Powiatowym Konserwatorem Zabytków.

Tyle ze strony instytucjonalnej. Jest jednak element również istotny w sieci powiązań i interakcji, związany z cmentarzem w Borówcu, jakim jest pamięć mieszkańców o tym miejscu. Informacje o stanie cmentarza z okresu przed II wojną światową, jakie posiadamy, pochodzą z relacji ustnych – wywiadów, które przeprowadzane były z mieszkańcami wsi w 2013 roku w ramach projektu badawczego „Wielkopolscy ewangelicy: pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe na przykładzie gminy Kórnik”.

Przytoczę tu krótko wspomnienia respondenta, urodzonego w 1938 roku, mieszkającego od urodzenia w najbliższej okolicy (w Robakowie, ok. 3 km na północ od Borówca). Jeszcze przed wojną jego rodzina przeprowadziła się do Borówca, gdzie wynajęła mieszkanie u Niemca-ewangelika, Haucha (co wiąże się z aspektem pamięci o zmarłych, pochowanych na cmentarzu): „Tak daleko jak obsadzono bzem sięgał cmentarz. (…) Zaraz po wojnie był to bardzo ładny cmentarz – kwiaty, ładne tablice przy grobach, wszystko w marmurze, szyldy, chodniki. Był on bardzo zadbany. Na cmentarzu była też kapliczka, parkan, brama, ogrodzenie z siatki, żywopłot z bzu”. Jednak zaraz po wojnie „chodziła tam młodzież i oni mówili, że to było niemieckie – trzeba to popsuć, rozbijali kamieniami” (BO01). Respondent i jego rodzina mieli dobre doświadczenia w kontaktach z sąsiadami-Niemcami przed II wojną światową. Wspominał on, że stosunki między Polakami i Niemcami we wsi zmieniły się w okresie II wojny światowej. Płyta nagrobna rodziny Hauch do dzisiaj znajduje się na cmentarzu. Słyszymy tu również, że bez (z którym tak zaciekle walczyliśmy) stanowił integralny element założenia cmentarnego i był strażnikiem jego granic. Pojawia się zatem niespodziewanie jego udział w zupełnie innej perspektywie. Warto byłoby odnieść się tutaj szerzej do znaczenia roślin w założeniach cmentarnych, jednak wobec świadomości ograniczeń niniejszej pracy, pozwolę sobie zastosować jedynie odnośnik do pracy, omawiającej tą problematykę (Rydzewska A. 2012). Ograniczę się do stwierdzenia, iż rośliny w XIX-wiecznych założeniach cmentarnych miały znaczenie nie tylko zdobnicze, lecz również symboliczne. Stąd wybierano określone gatunki, jak np. bzy, barwinki, czy charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne bluszcze, które porastają tereny dawnych cmentarzy nawet, gdy niewidoczne stają się już inne rozpoznawalne elementy, takie jak nagrobki.

Rola flory roślinnej, zwłaszcza bzu, może być zatem postrzegana w zupełnie inny sposób. Jeśli jest ona strażnikiem cmentarza, uwidocznia się tu funkcja, która już wcześniej została zarysowana, którą jest ochrona obiektów nagrobnych przez zniszczeniem, a poprzez ich zasłonięcie, również strzeżenie tajemnicy cmentarza, a tym samym tego, co jest jego istotą, czyli spoczynku zmarłych. Możemy tu powrócić do zaprezentowanej na samym początku pracy definicji cmentarza jako „miejsca ochraniającego sen”. Jak pokazuje przykład Borówca, gdy usunięta została roślinność, nasiliły się głosy z różnych stron na temat tego, co należało by zrobić z cmentarzem, a także ukazał się makabryczny ślad dawnych „łowów” cmentarnych – szczątki, które nie mogły już pozostać na ogołoconej ziemi, lecz należało podjąć jakieś decyzje odnośnie ich zabezpieczenia. Jak się okazuje, nastąpiło tu znaczące zaburzenie ekosystemu. Mimo to roślinność nigdy się nie poddaje i cały czas dąży do jego odnowy. Wszystko jest zatem jeszcze możliwe, lecz niestety zależy też od innych aktantów, jakimi są instytucje.

Warto wspomnieć jeszcze o wywiadzie, przeprowadzonym w 2013 roku z ówczesnym (nieurzędującym już obecnie) sołtysem Borówca, ur. w 1939 roku, pochodzącym z Poznania, osiadłym w Borówcu dopiero w 2001 roku. Siłą rzeczy nie ma on żadnych wspomnień osobistych czy rodzinnych związanych z Borówcem przed tym okresem. Tutaj warto zacytować także fragment wywiadu (B – badacz, R – respondent):

B: Kto był na nim [cmentarzu] chowany?
R: Nie wiem, kto był chowany. Po nagrobkach widać, że Niemcy.
B: Czy teraz ludzie tam chodzą? W jakim celu?
R: Tak, są osoby, które palą znicze. Kiedyś harcerze i jedna młoda nauczycielka dbali o groby. Ktoś obecnie przychodzi i pali znicze. Widać po spalonych zniczach na grobach. Nie wiadomo, kto to.
(…)
B: Czy uważa Pan, że powinno się zadbać o ten cmentarz?
R: Cmentarz ma zostać zlikwidowany. Sprawa jest w toku od dłuższego czasu – od dwóch lat kwota potrzebna do uporządkowania cmentarza to 15-20 tys. zł”.

Przytoczone wyżej fragmenty wywiadu są w stanie już dość dobrze zilustrować stosunek ówczesnego sołtysa do problemu cmentarza. Odpowiedź respondenta na pytanie dotyczące jego wiedzy na temat cmentarza, wskazuje, że nie wykazywał on, mimo pełnionej funkcji, bliższego zainteresowania tematem historii miejscowości. Jedynie po inskrypcjach wnioskuje o narodowości osób pochowanych na cmentarzu. Wydaje się, że brak wiedzy, zainteresowania i związków rodzinnych z miejscowością jest przyczyną dość obojętnego stosunku sołtysa do historii i dziedzictwa. Warto także zwrócić uwagę na występujące w wypowiedzi respondenta, niezwykłe utożsamienie dwóch – mogłoby się wydawać – całkowicie odmiennych terminów. Mianowicie, w ostatnich dwóch zdaniach mówi on najpierw o zamiarach likwidacji cmentarza, a następnie jego uporządkowaniu. Jednak, jak zostało zaprezentowane w powyższych rozważaniach, zarówno porządkowanie, jak i likwidacja, to działania zmierzające do kulturowego zawłaszczenia przestrzeni cmentarza, a to było i pozostaje głównym celem lokalnych władz.

Mam świadomość, że powyższe rozważania mogą sprawiać wrażenia nieco chaotycznych. Wynika to po części zapewne z mojego uwikłania w sprawę Borówca, jednak – mam nadzieję – pokazuje też złożoność skomplikowanych relacji między różnymi podmiotami, mającymi moc sprawczą w odniesieniu do omawianego cmentarza.

Ryc. 4. Cmentarz ewangelicki w Borówcu w 2011 roku – symbioza czy konflikt? Fot. Joanna Wałkowska.

Ryc. 5. Cmentarz w Borówcu w listopadzie 2015 roku – porządek czy zaburzenie ekosystemu? Fot. Joanna Wałkowska.

Ryc. 6. Schemat ukazujący sieć interakcji w systemie cmentarza, na bazie kryterium ochrony.

Cmentarz – w stronę symbiozy zamiast konfliktu

Doświadczenia związane z cmentarzem w Borówcu uświadomiły mi, jak wiele czynników należy brać pod uwagę przy podejmowaniu jakichkolwiek działań w odniesieniu do dawnego cmentarza. Wobec różnorodności strategii, perspektyw i opinii dotyczących nekropolii w Borówcu nasuwa się pytanie: czy można wypracować jakikolwiek kompromis? Czy istniałoby rozwiązanie tej sytuacji, które zadowoliłoby w pewnym sensie wszystkie podmioty biorące udział w tej „dyskusji” (słowo to umieszczam w cudzysłowie, gdyż mam tu na myśli również te podmioty, które nie są wprawdzie zdolne do artykułowania opinii, a jednak ich sprawstwo jest bardzo wyraźne i trudno je pominąć). Jest to z pewnością bardzo trudne, jednak warto próbować znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Dotychczasowe rozważania dążyły wprawdzie do przełamania schematu myślenia, zakładającego dominację człowieka nad naturą i ukazywały również przyrodę jako podmiot sprawczy, dorównujący działaniom człowieka (a czasem może nawet „sprytniejszy” od niego), jednak gdzieś w tle cały czas przewijała się perspektywa konfliktu między naturą a kulturą. W istocie trzeba przyznać, że wyjście poza nią jest niezwykle trudne, gdyż jest to wzorzec silnie wrośnięty w naszej myślenie.

Ponieważ na początku tej pracy postawiłam przed sobą problem ochrony dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego, jakim jest cmentarz, chciałabym zastanowić się na nowo nad podziałem relacji z perspektywy ochrony. Podział ten jest zobrazowany na drugim schemacie (ryc. 6). Jest to nieco inny schemat, nie pokazuje on bowiem aktywności poszczególnych podmiotów, jednak pamiętając o niej, warto ukazać relacje między nimi z innej perspektywy.

Jeśli mówimy o strategii ochrony, należy na początku zadać sobie pytanie, co ma tej ochronie podlegać. Obiekty, które miałyby zostać objęte ochroną, chcemy utrzymać ze względu na to, iż stanowią one dla nas pewne wartości. Nawiązując do powyższych rozważań, za obiekty takie w odniesieniu do cmentarza, możemy uznać: zmarłych (zarówno w sensie szczątków, jak i w sensie pamięci), nagrobki/ skały, florę cmentarza. Poprzez powiązanie ze zmarłymi i florą, pośrednio w jakimś sensie ochronie podlega też sama powierzchnia cmentarza (ziemia/gleba). Warto tu już wyjaśnić, w jaki sposób można rozumieć ochronę każdego z elementów tego podziału. Szczątki zmarłych w sensie najbardziej oczywistym powinny być chronione przed profanacją – raz złożone do grobu powinny tam pozostać (o ile nie wydarzą się jakieś ekstremalne sytuacje, w których koniecznością okazałoby się dokonanie ekshumacji). Wszelkie znalezione przypadkowo szczątki kostne powinny pozostać pochowane najlepiej na terenie cmentarza, w miejscu, które – jak można przypuszczać – nie kryje żadnego innego grobu. Pamięć o zmarłych związana jest natomiast nierozerwalnie z mieszkańcami danej wsi (dawnymi, jeśli możliwy jest z nimi kontakt, lub obecnymi). Ze względu na to, że są oni dysponentami tej pamięci, stanowią również ważny element w systemie ochrony. Jednocześnie, przez sam fakt zamieszkiwania danej miejscowości, są niejako spadkobiercami jej dziedzictwa, które stanowi zarówno ogromną wartość, jak i odpowiedzialność. Uświadomienie im tego faktu i skuteczne zachęcenie do zaangażowania się w jego ochronę stanowiłoby niewątpliwie znaczące osiągnięcie, dzięki któremu ochrona dziedzictwa z pewnością byłaby efektywniejsza. Bowiem bez zrozumienia ze strony społeczności lokalnej i jej aktywnego udziału, trudno jest podejmować jakiekolwiek działania w danym miejscu. Pamięć chronić można oczywiście poprzez przeprowadzanie rozmów, wywiadów z mieszkańcami, ich analizę, interpretację i zachowywanie ich jako źródła historycznego (obok źródeł archiwalnych, których ochrona jest nie tylko zapewniona formalnie, ale funkcjonuje w praktyce). Oczywiście elementem, który powinien podlegać ochronie jest też flora cmentarza, a także skały/nagrobki. Mimo wspomnianych wcześniej sytuacji konfliktowych, uważam, że można tu wypracować kompromis, który pozwoli na jednoczesną ochronę tych elementów. Nagrobki, zbudowane z kamienia, stanowią również element natury, który może podlegać ochronie zarówno ze względu na swą wartość przyrodniczą, jak i treści kulturowe. O ile standardowe sposoby konserwacji nagrobków nie przyczynią się do zniszczenia skały, to jednak mogą zakłócić związany z nią ekosystem, czyli brioflorę. Biorąc pod uwagę, iż dany nagrobek ma walor zarówno kulturowy, wyrażający się przede wszystkim w jego formie, wyrytej na nim inskrypcji i elementach zdobniczych, bardzo często porastający go mech utrudnia odczytanie tych treści. Ponadto, jeśli pozwolimy na całkowite rozrośnięcie się flory, za chwilę nagrobek zniknie, gdyż – jak zostało omówione wyżej – mszaki utorują drogę roślinom naczyniowym, które zaczną swoją kolonizację. Nagrobek znajdzie się wówczas pod powierzchnią ściółki, zasłoniętej roślinnością, ulegając dalszym procesom podepozycyjnym. Jeśli zatem usiłujemy stworzyć kompromis, należy zarówno po jednej, jak i drugiej stronie, dokonać pewnej selekcji. W przestrzeni cmentarza można stworzyć zatem miejsca do swobodnego rozwoju roślinności (na niektórych obiektach nagrobnych), a także miejsca, w których wyeksponujemy wybrane płyty (najlepiej stele, które jako elementy stojące, i tak nie staną się obiektem kolonizacji roślinności, dopóki się nie przewrócą) i ujarzmimy nieco roślinność, tak aby możliwy był swobodny dostęp do nagrobka i odczytanie inskrypcji. W ten sposób jesteśmy w stanie stworzyć miejsce o walorach, istotnych zarówno z punktu widzenia historycznego, kulturowego i przyrodniczego.

Jeśli mówimy o ochronie, należy również powiedzieć o jej wykonawcach. Oprócz najbardziej oczywistych podmiotów, takich jak władze lokalne, instytucje państwowe, czy organizacje pozarządowe, warto zastanowić się szerzej, jak tę ochronę rozumieć. Jeśli pozwolimy na to, aby w miejscu dawnego cmentarza rozwijał się, częściowo tylko kontrolowany, ekosystem, to jego strażnikami są nie tylko podmioty ludzkie, ale także nieludzkie. Jako najbardziej znaczący wybrałam tutaj florę, ze względu na powyższe rozważania, w świetle których zaczęła się ona jawić jako strażnik spokoju zmarłych. Jest jednak oczywiste, że ekosystem jako całość składa się z różnych elementów, z których każdy odgrywa znaczącą rolę, o czym również należy pamiętać. Również jego elementami, a więc w pewnym sensie strażnikami, będą skały/nagrobki, a także szczątki, pozostające pod powierzchnią ziemi, gdyż mają wpływ na rozwój innych elementów ekosystemu. Z tym związana jest ich funkcja podmiotów sprawczych, która została już pokazana w poprzednim schemacie. W związku z tym oba przedstawione schematy w pewnym sensie uzupełniają się. Na drugim jednak chciałam ukazać brak jednoznacznej granicy między kulturą a naturą. Okazuje się, że pewne elementy „naturalne” stają się jednocześnie ważne z „kulturowego” punktu widzenia, a „kultura” również jest bardzo mocno uwikłana w naturę. Nie można już tak łatwo przeprowadzić linii demarkacyjnej.

Warto jeszcze pokrótce odnieść się do chrześcijańskiego znaczenia śmierci i jego możliwej analogii, która jawi się w postrzeganiu cmentarza jako ekosystemu. W świetle teologii chrześcijańskiej, człowiek wierzący po śmierci ma zapewnione życie wieczne. Śmierć nie jest więc ostateczna, jest w zasadzie drogą do życia. W przyrodzie również śmierć przyczynia się do rozwoju życia. Najlepszym tego przykładem jest cmentarz, na którym procesy rozkładu ciała zapewniają korzystne warunki rozwoju roślin. Tak samo jak każda istota żywa, również człowiek po swojej biologicznej śmierci, dostarcza materiału dla nowego życia.

Powyższe rozważania są jedynie pewną propozycją, w zasadzie zarysem strategii, która wymaga rozwinięcia. Uważam, że pewne koncepcje, które tu przedstawiłam, mogą zostać rozwinięte i wykorzystane w realnych strategiach ochrony dziedzictwa. Jednak kluczem do tego jest przełamanie nieco skostniałego schematu myślenia w kategoriach opozycji kultura-natura. Przezwyciężenie go może przynieść zupełnie nowe perspektywy w idei ochrony dziedzictwa.

Bibliografia

  • Abriszewski Krzysztof
    2007 Teoria Aktora-Sieci Bruno Latoura, „Teksty Drugie”, t. 1-2, s. 113-126.
  • Buczyńscy Ewa i Włodzimierz
    2004 Cmentarzyska i cmentarze niegrzebalne ziemi swarzędzkiej, Swarzędz.
  • Długozima Anna
    2011 Cmentarze jako ogrody żywych i umarłych, Warszawa.
  • Fudali Ewa
    2003 Mszaki miejskich parków i cmentarzy Warszawy, „Fragmenta Floristica et Geobotanica Polonica”, t. 10, s. 221-240.
  • Grabias Sławomir
    2013 Analityczne kategorie obcości, „Studia Socjologiczne”, t. 1 (208), dostęp on-line: http://www.studiasocjologiczne.pl/pliki/analityczne_2.pdf, data dostępu: 21.01.2017.
  • Grzywa Jacek
    2010 Zapomniane sacrum – cmentarze ludności niemieckiej i żydowskiej jako problem społeczno-kulturowy współczesnego miasta, „Studia Etnologiczne i Antropologiczne”, t. 10, s. 386-404.
  • Łęcki W.
    1988 Kalwiński cmentarz w Orzeszkowie, „Przegląd Wielkopolski”, t. 2, s. 25-27.
  • Machowska Marta
    2015 Czyje dziedzictwo? Stosunek mieszkańców gminy Kórnik do cmentarzy ewangelickich i możliwości ich ochrony, [w:] „Ewangelicy w gminie Kórnik. Pamięć społeczna i dziedzictwo kulturowe”, red. M. Machowska, J. Wałkowska, Poznań, s. 53-62.
  • Majgier Leszek, Rahmonov Oimahmad
    2013 Zróżnicowanie roślinności w obrębie porzuconych cmentarzy ewangelickich na terenie gminy Ryn, „Prace Komisji Krajobrazu Kulturowego”, t. 22, s. 63-76.
  • Olsen Bjønar
    2013 W obronie rzeczy. Archeologia i ontologia przedmiotów, Warszawa, przekład: Bożena Shallcross.
  • Morciniec Piotr
    2009 Ludzie zwłoki jako obiekt badawczy: dowolność działań czy normowanie?, „Diametros”, t. 19, s. 78-92.
  • Rydzewska Agnieszka
    2012 Zabytkowe cmentarze ewangelickie północnej Wielkopolski, Poznań.
  • Staniaszek-Kik Monika, Stefańska-Krzaczek Ewa
    2014 Mszaki – małe gabaryty (nie)duży pożytek?, „Studia i Materiały Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej”, t. 16, z. 38/1, s. 129-135.
  • Stroiwąs Natalia
    2010 Rewitalizacja cmentarza ewangelickiego, dostęp on-line: link, data dostępu: 21.01.2017.
  • Tabaczyński Stanisław
    1964 O aktualnych problemach warsztatu badawczego prahistoryka, „Archeologia Polski”, t. 9, z. 1-2, s. 223-265.

Strony internetowe

  • http://www.lutheran-hymnal.com, data dostępu: 22.01.2017.

Wywiady etnograficzne

  • BO01: wywiad nr 1 z mieszkańcem Borówca, przeprowadzany przez: Katarzynę Andrzejkowicz, Jadwigę Sierżant, Annę Tecław
  • BO02: wywiad nr 2 z mieszkańcem Borówca, przeprowadzany przez: Katarzynę Andrzejkowicz, Jadwigę Sierżant, Annę Tecław (nagrania w posiadaniu osób przeprowadzających wywiady, transkrypcje w posiadaniu autorki tekstu)

Źródła archiwalne

  • Karta nr 10/1: Karta cmentarza ewangelickiego w Borówcu, gm. Kórnik, woj. poznańskie, rok wykonania: 1994, autor: M. Faliński, P. Stankiewicz, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Poznaniu.
  • P1808: Plan miejscowości Borówiec z 1808 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MII259.
  • P1837: Plan miejscowości Borówiec z 1837 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MIV140.
  • P1841: Plan miejscowości Borówiec z 1841 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MIII396.
  • P1879: Plan miejscowości Borówiec z 1879 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MIV113.
  • P1906: Plan miejscowości Borówiec z 1906 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MIII400.
  • P1924: Plan miejscowości Borówiec z 1924 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MIII478.
  • P1946: Plan miejscowości Borówiec z 1946 r., Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, MII231.
  • ZWPMK: Zbiór wszelkich przywilejów majętności kórnickiej z w. 18 Teofili z Działyńskich Szołdrskiej Potulickiej, Polska Akademia Nauk. Biblioteka Kórnicka, BK01437 1, 2.

Wyjaśnienie skrótów

Skróty stosowane przeze mnie w odniesieniu do źródeł archiwalnych (P1808, P1837 i kolejne numery; ZWPMK) mają na celu jedynie uproszczenie zapisu bibliograficznego w przypisach i ułatwienie odniesienia do bibliografii, nie są sygnaturami archiwalnymi (właściwe sygnatury umieszczone są w pełnych zapisach bibliograficznych).




Tomasz Szwagrzakkontakt