EnglishDeutsch strona główna cmentarze Ratując pamięć stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem

Prof. Jerzy Kołacki „Językowe rozterki. Czy kryje się za nimi coś więcej niż tylko semantyka?”

„W czwartek, 31.01.19 w Biurze Promocji i Turystyki Urzędu Miejskiego w Wolsztynie miała miejsce prezentacja książki „Cmentarze nieistniejących cmentarzy – ewangelickie dziedzictwo kulturowe; w 500. rocznice reformacji”. To dwujęzyczna wersja – polska i niemiecka pozycji, poświęconej problematyce byłych niemieckich cmentarzy ewangelickich na terenie gminy Wolsztyn.”

Taką informację znalazłam na jednym z profili Facebooka. Mocno poruszona tym, że w oficjalnym tekście pojawia się stwierdzenie, z którym tak usilnie walczymy na różnych polach, a mianowicie że to „byłe” i „niemieckie” cmentarze, postanowiłam zwrócić się do autorytetu w tej dziedzinie, czyli prof. Jerzego Kołackiego z Instytutu Historii UAM, pod którego kierunkiem powstała wspomniana praca zbiorowa.

Panie Profesorze, który z poglądów jest słuszny? Ratujemy pamięć o byłych niemieckich cmentarzach ewangelickich czy o istniejących, nieczynnych cmentarzach ewangelickich?

Prof. Jerzy Kołacki:

Dziękuję za słuszne - moim zdaniem - spostrzeżenie, że cmentarze istnieją nadal w różnych wymiarach i tylko w ograniczonym zakresie można użyć określenie „dawny". Grób z ciałem znajduje się w ziemi i nawet, gdy znikną jego zewnętrzne atrybuty, nagrobki, alejki, szata roślinna, takim pozostaje. W przypadku ekshumacji i przeniesienia szczątek w inne miejsce (np. lapidarium) praktycznie znika także właściwy „grób". Atoli pozostają one (niestety nie wszystkie) jako „miejsca pamięci", zaznaczane w krajobrazach historycznych przez różne formy upamiętniania, głazy, tablice, krzyże. Pozbawione tych znaków miejsca dawnych pochówków znikają z żywej pamięci zbiorowej i trwają jeszcze jedynie w przekazach archiwalnych, starych mapach i - jeśli mają szczęście - w publikacjach historyków, archeologów, geografów kulturowych. Jakich użyć wobec tego wyrażeń?

Myślę też, że wszelkie określenia typu „dawne", „byłe", „wcześniejsze" pełnią funkcje raczej pomocnicze i porządkujące, i najczęściej odnoszą się do cmentarzy, które zostały wraz ze szczątkami przeniesione do zbiorczych grobów. Ale rzeczywiście nie zawsze i sądzę, że przyczyną jest brak wiedzy, niekompetencja a często zwykła niezgrabność językowa, bo niekoniecznie celowe umniejszanie sakralnego znaczenia tych miejsc. Nigdy nie podejrzewałbym o to organizatora całego przedsięwzięcia, który jest szczerze oddany ekumenizmowi oraz idei zbliżenia między narodami sąsiadującymi z Polską.

Nazwa „niemiecki", umieszczona na pomniku w Wolsztynie była negocjowana z dawnymi niemieckimi mieszkańcami ziemi wolsztyńskiej i ich potomkami. Podkreślać miała ona, że w tym miejscu „dawniej" chowani byli tylko niemieccy ewangelicy, rzadko Polacy tego wyznania (których było niewielu). W czasie II wojny światowej miejsce ostatniego spoczynku znajdowali tam także żołnierze niemieccy, Niemcy Bałtyccy - i to różnego wyznania (też katolicy). Określenie „byłych" (w liczbie mnogiej), w cytowanym przez Panią przykładzie, jest pewnym, niezamierzonym skrótem językowym. Odnosi się bowiem do większości tablic upamiętniających kilkanaście cmentarzy ewangelickich w gminie Wolsztyn, na których umieszczono napis fot. M.Adam „ehemaliger deutscher evangelischer Friedhof" - także nazwę zaproponowali sami Niemcy. Uważają oni, że skoro grzebani byli w nich ich przodkowie, którzy byli Niemcami, to mają prawo nazywać je "niemieckimi". Zresztą słowo „ehemaliger" oznacza bardziej „dawny" niż „były". Słowo „dawniej" może odnosi się do funkcji cmentarza, czyli, że dawniej (kiedyś) grzebano tu zmarłych" i dlatego „był" to cmentarz, a dziś pełni tylko formę „miejsca pamięci". Skoro obiekt przestał pełnić funkcje grzebalne, to przestał być cmentarzem w pełnym tego słowa znaczeniu. Prof. Ewa Domańska, zajmująca się tzw. „ekopochówkami" stwierdziła, że „cmentarze odchodzą wraz z odejściem związanych z nimi wspólnot" i nabierają zupełnie innego znaczenia... „umierają, pozbawione swojej roli i znaczenia". Stają się „artefaktami przeszłości, świadectwami dawnej obecności niemieckich ewangelików na tym terenie", obecnie także ważnymi dla kształtowania i podtrzymywania pamięci o wielowyznaniowym, wielonarodowościowym i wielokulturowym charakterze obszarów, na których się znajdują. Ma to kapitalne znaczenie dla kształtowania postaw otwartych na prawa człowieka i tolerancję tożsamości lokalnych społeczności, zwłaszcza młodych ludzi.

fot. Sz. Szczęsny

Uroczystość, o której mowa w książce, dotyczyła upamiętnienia miejsca, na którym do końca wojny znajdował się stary cmentarz ewangelicki, który po wojnie został przeniesionych na drugi cmentarz ewangelicki, który znajduje się w innej części Wolsztyna. I tu dopuszczalny wydaje się napis (jak wyżej) „dawny, niemiecki, ewangelicki cmentarz". Na tablicy upamiętniającej, znajdującej się na owym drugim cmentarzu, umieszczono napis „Niemiecki cmentarz ewangelicki", bez wyrazu „dawny" - sugerujący, że pod ziemią znajdują się szczątki dawnych niemieckich mieszkańców miasta. Oczywiście, nie do końca jestem tego pewien. Pod zdjęciem użyto jednak określenia „były", dla podkreślenia, że miejsce to straciło wprawdzie funkcje dawnego cmentarza, ale zachowało „sacrum miejsca". W Poznaniu na miejscu dużego cmentarze ewangelickiego urządzono rozległy park z ławkami, stolikami, - na tyłach obiektu handlowego „Stary Browar", gdzie w słoneczne dni wręcz „plażują" gromady ludzie w różnym wieku. Szczątki tej nekropoli przeniesiono do tzw. „kwatery niemieckiej" na cmentarzu komunalnym na Miłostowie. Tablica informująca, że w tym miejscu dawniej znajdował się cmentarz ewangelicki nikomu nie przeszkadza w wypoczynku i zabawie. W Suchym Lesie (niedaleko Poznania) na miejscu cmentarza ewangelickiego stoi nowo zbudowany kościół katolicki. Nigdzie nie znalazłem wzmianki o dawnym przeznaczeniu tego miejsca. W innej części powiatu poznańskiego (wieś Jasin w gminie Swarzędz) na miejscu cmentarza postawiono hale i budynki magazynów zakładu produkcyjnego, a na innym urządzono kort tenisowy. Tym miejscom odebrano charakter sacrum i można o nich powiedzieć, że „tu kiedyś znajdował się cmentarz ewangelicki".

W tym kontekście przedsięwzięcia działaczy samorządowych i pozarządowych z Wolsztyna ocenić trzeba bardzo pozytywnie, nawet wtedy, gdy pewne ich elementy nie budziły pełnej aprobaty wszystkich. Osobiście, kilka tygodni po uroczystościach i konferencji otrzymywałem telefony i maile z (czasami nieprzyjemnymi) atakami pod moim adresem za dopuszczenie postawienia w „polskim i wywalczonym krwią polskich bohaterów" mieście pomnika „niemieckim oprawcom narodu polskiego". No cóż, przez lata utożsamiano ewangelików z Niemcami, czemu sprzyjała (i w jakim sensie trwająca nadal w różnych wymiarach) antyniemiecka polityka historyczna władz państwowych. Forsowanie modelu Polaka-katolika musi też skutkować utrzymywaniem się stereotypu Niemiec-protestant-wróg. Motyw „swój - obcy" jest doskonałym narzędziem manipulowania nastrojami i nastawieniami społecznymi, zwłaszcza, że kompleks zamieszkiwania w obszarach „poniemieckich" głęboko zakorzenił się psychice Polaków, którzy po II wojnie światowej osiedlili się na tzw. Ziemiach Zachodnich i Północnych i przeniesiony został na kolejne pokolenia. Doskonale opisują to w swojej książce Izabela Skórzyńska i Anna Wachowiak „Lokalne polityki pamięci zmarłych. Cmentarze nieistniejących cmentarzy w Gdańsku i Wrocławiu", (Poznań 2016). W części tych społeczeństw wywołuje to postawy obronne i skłonność do wypierania prawdy o przeszłości i usuwania wszystkiego, co o niej przypomina.

Zdaję sobie sprawę, że kwestia „rewitalizacji" protestanckiego dziedzictwa kulturowego budzi i nadal będzie budzić kontrowersje, wywoływać niekiedy wręcz emocjonalne reakcje. Ich motywacje są najróżniejsze, a piszę o nich we wprowadzeniu i artykule zamieszczonym w publikacji o wolsztyńskich cmentarzach ewangelickich. Pesymistycznie też oceniam ich przyszłość - również wobec niszczących krajobrazy historyczne wielkich procesów globalizacyjnych i industrializacyjnych - skazane są ona na całkowitą zagładę i to niestety rychłą. Inny, zrealizowany w minionym roku projekt „Nim całkowicie znikną. Cmentarze ewangelickie w powiecie poznańskim", potwierdza niestety te prognozy. Sytuacja niemal 100 zbadanych nekropolii znajdujących się na tym terenie jest wręcz tragiczna. Niestety żadna gmina nie zaangażowała się w realizację naszego projektu ani nie wykazała zainteresowania wystawą, która prezentowana była od grudniu 2018 do połowy stycznia 2019 w Collegium Historicum UAM w Poznaniu. Żaden burmistrz ani wójt nie odpowiedział na propozycję pokazania tej ekspozycji w rządzonych przez nich miastach lub gminach. Szkoda, ale przełamanie stereotypu i uprzedzenia „Niemiec - ewangelik" jest jeszcze dla wielu środowisk w Wielkopolsce za trudne.

Sam nie uczestniczyłem w organizowaniu uroczystości upamiętniających nekropolię ewangelicką w Wolsztynie i nie miałem wpływu na napis, jaki umieszczono w zaproszeniu na uroczystość i na symbolicznym pomniku. Nie ingerowałem też w referaty, jakie wygłaszane były na konferencji i teksty przesłane później do druku. Podpisy pod ilustracjami mają także autorski charakter. Staram się jednak rozumieć pewne upowszechnione i głęboko zakorzenione w tradycji nawyki językowe, których usunięcie jest często, jeśli nie zupełnie niemożliwe, to bardzo trudne i długotrwałe. Co nie oznacza jednak, że nie warto się starać ich zmieniać.

fot. Sz. Szczęsny

Podsumowując można by uznać, że skoro w Wielkopolsce większość cmentarzy ewangelickich straciło swoje grzebalne funkcje i wg Kart ewidencyjnych Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków 99% z nich jest nieczynnych i zamkniętych, a wiele przeznaczonych do całkowitej likwidacji (zgodnie z prawem - Barbara Affek-Bujalska, Podstawy prawne ochrony cmentarzy…, Warszawa 1994), to określenie „były", „dawny" cmentarz ewangelicki, umieszczany na tablicach informacyjnych i upamiętniających nie powinno budzić większych kontrowersji (choć semantycznie otwiera się tu pole do dyskusji).

Określenie „niemiecki" w odniesieniu do cmentarzy ewangelickich jest moim zdaniem w wielu przypadkach określeniem adekwatnym, bo o ich charakterze decyduje ich narodowościowy, a nie wyznaniowy charakter (chowani byli na nich nie tylko protestanci). Były też polskie cmentarze ewangelickie i tak je się dotąd nazywa (np. w Orzeszkowie). Jak wspomniałem wyżej, wpływ na to ma tradycja językowa pozwalająca utożsamiać ewangelika z Niemcem. Jak zabronić „miejscowym" mówić o „cmentarzu niemieckim", zamiast „ewangelickim"?

Czyż nie możemy jednak przypuszczać, że za takimi językowymi rozterkami może kryć się coś więcej niż tylko semantyka?

Zdjęcia: M. Adam, Sz. Szczęsny
27.02.2019

Tomasz Szwagrzakkontakt