EnglishDeutsch strona główna cmentarze Ratując pamięć stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem

H. Szurczak Powrót do domu

Powrót do domu

12.06.2021

Eugeniusz wyrusza w podróż sentymentalną. Skomplikowaną, będącą wielkim wysiłkiem dla 82-latka po udarze, przebytym przed sześcioma laty. Z Dzierżoniowa pojedzie pociągiem do Poznania. W Poznaniu mieszka jego córka. To z nią następnego dnia dotrze do celu.

Ważne wydarzenia zaczynają się w odległym miejscu. W odległym czasie.

W 2020 roku na Facebooku, na stronie „Ratując pamięć...” pojawia się wykaz nazwisk osób, których nagrobki zachowały się na cmentarzu ewangelickim we wsi Łaznowska Wola gm. Rokiciny. Jeden z komentarzy pochodzi od Pawła Boryckiego i zawiera skan nekrologu Emilie Blien. Pozwala na uzupełnienie brakujących danych w wykazie. Skan pochodzi z platformy FamilySearch.

Czy wystarczy cofnąć się o rok, by znaleźć początek? Nie.

Rok 2015. Tego roku Eugeniusz przechodzi udar. W domu, niespodziewanie. Podejrzewa, co się dzieje, ale nie ma wszystkich symptomów. Lekceważy sygnały. Choroba postępuje. Nasilający się niedowład lewej części ciała, zdeformowana lewa część twarzy i zaburzenia równowagi. Szpital.

Rok 2015. Lucyna tęskni za rodzinnym miastem, więc często je odwiedzamy. Tutaj się urodziła, w sierpniu 1939 roku. Jest drugim pokoleniem, które przyszło na świat w Łodzi. Pierwszym była Irma, jej matka. Tym razem zwiedzamy też okolice, poszukujemy przeszłości.

Łaznowska Wola. Wiemy, że jest tu cmentarz ewangelicki, niestety nie można go odnaleźć. Jeździmy wzdłuż ul. Południowej, kilka razy w jedną i drugą stronę. Nic. Auto na legnickich rejestracjach nie zwraca niczyjej uwagi. Wreszcie widzimy jakichś ludzi, młodą rodzinę. Mężczyzna wskazuje drogę, machając ręką w stronę pól.
- Chodziliśmy tam za dzieciaka. To musi być gdzieś tam.
Jesteśmy trochę zdziwieni tym kierunkiem. Cmentarz, na który można dotrzeć tylko przez pole? Jednak jeśli nie spróbujemy, nie dowiemy się, czy to prawda. Lucyna zostaje w aucie, nie będziemy ryzykować, że utknie w tych krzakach.
Wchodzimy przez dziurę w ceglanym murze. Schylamy się nisko pod wybujałymi krzewami, bluszcz więzi nam stopy. Potykamy się o zagłębienia lub ukryte w bluszczu kamienie. Wkraczamy w inny świat.

Wracamy do Legnicy. W sercu niezgoda na znikanie. Kto uratuje cmentarz, położony o ponad 300 km od naszego domu? Zaczynam swoją krucjatę.

Czy to jest początek wszystkiego? Jeszcze nie.

Rok szkolny 2012/2013. Przed przerwą świąteczną uczniowie klasy czwartej SP20 w Legnicy dostają zadanie z historii: przedstaw drzewo genealogiczne twojej rodziny.
- Mamo, z kuzynami!

Stary zeszyt A4. Nieco pożółkłe kartki w kratkę. Zapisków bardzo mało. Na każdej stronie imię i nazwisko, czasami data urodzenia, częściej śmierci. Pojawiają się też nazwy miejscowości. Justynów, Kamocin, Łaznowska Wola.
- Marcin, wiesz gdzie to jest?

Zeszyt pęcznieje, internet w ostatnich latach ułatwił niezmiernie pracę genealogów amatorów. Archiwa są również gotowe do pomocy. Za drobną opłatą płyną skany zasobów Archiwum Państwowego w Łodzi i Piotrkowie Trybunalskim. „Szóstka” z historii już dawno wystawiona, ale lawiny, którą uruchomiła, nie da się powstrzymać.

Rok 2015. W Dzierżoniowie o powrót do sprawności walczy Eugeniusz. Nic nie wiem o jego istnieniu, choć dzieli nas zaledwie 100 km. Nasze starania biegną równolegle. On podejmuje rehabilitację. Oddział Łódzki PTTK oraz Ewangelickie Stowarzyszenie Kultury chwalą mnie za zaangażowanie, ale z żalem komunikują, że nie mają możliwości zajęcia się sprawą cmentarza w Łaznowskiej Woli. Nie poddam się. Eugeniusz również nie.

Skoro te instytucje nie potrafią pomóc, zwracam się do lokalnych władz. Te reagują szybko. Piotrkowska Delegatura WUOZ dostarcza dokumentację, wspiera moje działania pisząc do UG Rokiciny. UG zgadza się oznakować cmentarz i dokonać wycinki samosiejek. Otrzymuję zgodę na prowadzenie prac porządkowych. Jak tego dokonać? Pomogą społecznicy.

Szukam po omacku. Trafiam na stronę „Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego”. Jej właściciel, Bartek Bijak, ma dużą wiedzę, sporo publikacji na swoim koncie. I właśnie szuka administratora. Mnie zaś świta pomysł! Ta strona pomoże mi znaleźć społeczników. Rodzi się „Ratując pamięć”. Najpierw jako podstrona „Wiejskich cmentarzy...”, wkrótce jako strona na Facebooku. Rośnie zainteresowanie tematem.

Rok 2017. Zaczynamy działania. Spod zieleni wynurzają się kolejne nagrobki. Wkrótce do znanych zakładającym kartę cmentarza w 1998r. dwudziestu, dodajemy kolejne trzydzieści. W Dzierżoniowie też trwa praca, choć nic o tym nie wiem. Degradacja ruchowa lewych kończyn, ogólne osłabienie oraz trudności z mową, zwłaszcza osłabienie pamięci i brak koordynacji między mową a myśleniem (gubienie wątku, brak adekwatnych słów itp). Z tym trzeba sobie poradzić. Dzień po dniu, krok po kroku.

Rok 2019. Pod jednym z postów natrafiam na komentarz Veroniki. To wnuczka Dallmannów. Po raz pierwszy trafiam na ślad potomków grömbacherów1. Pojawia się myśl, żeby szukać kolejnych. Jest nadzieja, że zbiorę ich wspomnienia, odtworzę zwyczaje, historię wsi. W Dzierżoniowie Eugeniusz próbuje ćwiczyć pamięć, spisując wspomnienia z dzieciństwa. Z dzieciństwa spędzonego w Łaznowskiej Woli.

Wizyta Tadeusza Bartczaka na cmentarzu w ŁW, fot. P. Borycki

Rok 2020. Paweł Borycki okazuje się być również związany z Łaznowską Wolą. To potomek rodziny Kulman. Namawia mnie, by zdobywane materiały, dotyczące genealogii, publikować na FamilySearch. To krok milowy. Platforma o światowym zasięgu. Już wkrótce zacznie się wielkie odliczanie. Tymczasem w Dzierżoniowie u Eugeniusza pojawiają się kolejne problemy zdrowotne, które zdecydowanie każą mu zwolnić. Co zatem będzie z tym odliczaniem?

Rok 2021. Wspólnie z Pawłem analizujemy dokumenty, tworzymy wielkie drzewo genealogiczne dla Łaznowskiej Woli. Rodziny są ze sobą skoligacone, te związki wychwytuje FamilySearch, do którego zasobów wprowadzamy zdobyte informacje. Nasze działania są zauważane - otrzymuję wiadomość: Ich suche schon lange nach Hinweisen aus diesem Zweig und würde mich sehr freuen endlich Erfolge feiern zu können, wäre ja irre wenn ich jetzt wirklich noch lebende "Verwandte" finden würde.2

Nie jesteśmy spokrewnione. Ja tylko sklejam okruchy. Kim jest ta osoba? Do końca nie wiem. Pojawiła się w świecie wirtualnym, by przesłać mi skany kilku listów i wizytówki. Mały kartonik sprzed kilkudziesięciu lat. Klucz.

Nazwisko z kartonika: Fuchs. Znam je. Z dokumentów, ze wspomnień Elli (z Dallmannów) i Tadeusza (z Kulmanów). Z nagrobków zachowanych na cmentarzu w Łaznowskiej Woli. Na Facebooku znajduję osobę, która pasuje do informacji z wizytówki. Eugeniusz Fuchs. Wysyłam wiadomość:
- Dzień dobry. Poszukuję właściciela wizytówki. Zbieram informacje o przedwojennych mieszkańcach wsi Łaznowska Wola.
Po kilku dniach otrzymuję odpowiedź:
- Niestety, moja wiedza jest mniej, niż skromna.

Zaczynamy, mimo „skromności wiedzy”, korespondować. W kolejnych mailach otrzymuję informacje o rodzinie. Sporą pracę wykonano, tworząc drzewo genealogiczne, którego centrum są Juliusz Schmidtke i Maria Pauline Brandt. To dziadkowie Eugeniusza ze strony matki. Eugeniusz pisze: traktuję to wszystko jak zabiegi rehabilitacyjne. Ćwiczę pamięć.

Jestem już dłuższy czas posiadaczką wspomnień spisanych przez Veronikę Mallmann - Runge. Jej matka, Elli z Dallmannów, rocznik 1935, nakreśliła bardzo plastycznie obraz wsi. Z podziwu godną szczegółowością przedstawiła też powiązania rodzinne. Jednym z nazwisk, które splotło się z rodziną Dallmann jest Fuchs. We wspomnieniach Tadeusza Bartczaka, spisanych przez Pawła, też je spotykam. Fuchs. Nazwisko Eugeniusza. Nazwisko jego ojca. Eugeniusz przysłała mi to, co tej rodziny dotyczy. Niewiele.

Dostaję zdjęcia. Eugeniusz poruszył rodzinę, szukają w zakamarkach, w dawno nieoglądanych albumach. Koresponduje, dzwoni – moje ciągłe pytania go męczą, ale i mobilizują. To rewelacyjne materiały. Mam pozwolenie na ich publikowanie. I historię. Historię wiatraka z Łaznowskiej Woli.

Rodzina Fuchs przybyła do Łaznowskiej Woli później, niż pierwsi osadnicy. Być może zostali sprowadzeni, by postawić we wsi wiatrak. Buduje go dziadek Eugeniusza, Wilhelm Fuchs (1862-1937). Przeszukuję posiadane dokumenty. Eugeniusz zna historię rodziny swojego ojca tylko do dwóch pokoleń wstecz. Dzięki Księgom Ludności Stałej Łaznowskiej Woli odkrywam kolejne. Oboje poznajemy równocześnie jego pradziadków i prapradziadków. W 1809 roku przychodzi na świat Peter Fuchs. W Brzezinach rodzi się jego syn, Johann Gottlieb Fuchs (1835). Wiatrak zbudował syn Johanna – Wilhelm, urodzony już w Łaznowskiej Woli.

Przekaz rodzinny: Wilhelmowi grozi ktoś z najbliższej okolicy. Niemiecki młynarz bierze niższe opłaty niż inni, grożą mu spaleniem, więc zaczyna nocować w wiatraku. W roku 1937 wybucha pożar, dziadek Eugeniusza skacze z okna. Nie ginie na miejscu, ale urazy są na tyle poważne, że wkrótce umiera. Policja nie dopatruje się śladów przestępstwa.

Spuściznę po młynarzu przejmuje najmłodszy syn, Juliusz (1910). Odbudowuje wiatrak, zbiera pieniądze na nowy dom. Żeni się z Olgą Schmidtke z Cisowa. Jest rok 1938. W powietrzu wisi wojna. Wkrótce jednak zacznie się inna historia. Historia Eugeniusza. Urodzi się jako pierwsze dziecko Juliusza i Olgi.

Nagrobek Peter Fuchs

Coś nie daje mi spokoju. Przeglądam wykaz nazwisk, które zostały spisane z nagrobków zachowanych na cmentarzu. Są. Fuchs Peter (1809-1871), Fuchs Johann Gottlieb (1835-1905), Fuchs Anna Barbara z d. Gruber (1836-1918).

Eugeniusz wita te informacje z radością. Jednak ten wiek, ta choroba, ta odległość. Nie widzi możliwości. Za późno.
- Opowiem im o tobie. Obiecuję.

23.05.2021
Jadę do Łaznowskiej Woli. Wchodzę na cmentarz. Czuję wzruszenie. Gdzieś daleko stąd jest człowiek, w imieniu którego dotykam kamieni. Przestały być obce. Adoptuję je w myślach. Eugeniusz dostaje zdjęcia.

Nagrobek Johann i Anna Fuchs

Przychodzi mail:
Jak się zapewne domyślasz, z dużą niecierpliwością oczekiwałem na wiadomości z Waszego rajdu do ŁW. Śledziłem też pierwsze informacje na FB. Oczywiście towarzyszyłem Wam w myślach, odczuwając wielką wdzięczność dla wszystkich tam pracujących wolontariuszy, poświęcających swój czas, wysiłek a zapewne i środki materialne, na ratowanie od zniszczenia już pewnie ostatnich śladów bytności naszych przodków na ziemi, na którą ich wcześniej zaproszono. Rozpocząłem też starania aby móc wziąć udział w kolejnym spotkaniu w Łaznowskiej Woli.

Czekam. Z bijącym sercem. Przyjedzie po raz pierwszy, po 75 latach.

Hanna Szurczak
Zdjęcia: H. Szurczak, P. Borycki, archiwum domowe Eugeniusza Fuchs

Przypisy

  1. Mieszkaniec przedwojennej wsi Łaznowska Wola (niem. Grömbach)
  2. Szukam już długo wskazówek dotyczących tej gałęzi i bardzo bym się cieszyła, gdybym w końcu mogła świętować sukces. Byłoby obłędne, gdybym teraz rzeczywiście znalazła jeszcze żyjących „krewnych” - tłumaczenie E. Urda


Tomasz Szwagrzakkontakt